Strona główna  /  Z życia Kościoła  /  Rok 2020  /  Obchody setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej

Obchody setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej

 Przed nami uroczyste obchody setnej rocznicy Bitwy Warszawskiej. Była to 18. decydująca bitwa w dziejach świata. Jaką rolę w wielkim zwycięstwie Wojska Polskiego nad bolszewikami odegrała Matka Boża?

W okolicach 15 sierpnia co roku pojawiają się w mediach dyskusje na temat Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Historycy spierają się o to, co zadecydowało i kto najbardziej przyczynił się do zwycięstwa wojsk polskich. Wielu przypisuje największe zasługi Naczelnikowi Państwa, komendantowi Józefowi Piłsudskiemu. Inni podkreślają, że tak naprawdę głównym autorem całego planu bitwy był generał Tadeusz Rozwadowski. Jeszcze inni twierdzą, że kluczowe były rady i koncepcje generała Maxime'a Weyganda, szefa francuskiej misji wojskowej w Polsce.

Abp Józef Teodorowicz w homilii wygłoszonej 8 grudnia 1920 r. w warszawskiej archikatedrze św. Jana mówił: „Niechaj wodze spierają się i swarzą, niech długo i uczenie rozprawiają jaki to plan strategiczny do zwycięstwa dopomógł. Będziemy im wierzyli na słowo i słuszność przyznamy. Ale cokolwiek wypowiedzą nigdy nas o jednym nie przekonają, by plan, choćby najmędrszy, sam przez się dokonał zwycięstwa. (...) Tu pod Warszawą, taka była pewność przegranej, że wróg telegramami światu oznajmił, na dzień naprzód, jej zajęcie (...). Istotnie modlitwy pomogły. Nie ujęły zasługi wodzom ni chwały męstwa żołnierzom, nie ujęły też wartości ofiarom i wysiłkom całego społeczeństwa, ale modlitwą rozegrały, modły «Cud nad Wisłę» sprowadziły. Dlatego cokolwiek mówić czy pisać się będzie o bitwie pod Warszawą, wiara powszechnie nazwie ją «Cudem na Wisłą» i jako cud przejdzie ona do historii".

Czy więc była to nadzwyczajna interwencja z nieba, czy też rezultat genialnych planów strategicznych dowódców i bohaterstwa polskich wojsk? Otóż jedno drugiego nie wyklucza. Łaska buduje na naturze. Człowiek włożył w to zwycięstwo maksimum wysiłku, a reszty, to znaczy tak naprawdę wszystkiego, dokonał Bóg. Bez Jego działania i pomocy, za wstawiennictwem Matki Bożej, to zwycięstwo byłoby niemożliwe. Z drugiej strony, gdyby człowiek nie dołożył do tego ciężkiej pracy strategicznej, odwagi i bohaterstwa na polach bitew, również nic by z tego nie było.

Jak wyglądały wydarzenia w 1920 roku? Niedługo po odzyskaniu niepodległości Polska została zaatakowana przez Armię Czerwoną, która rozpoczęła operację „Cel Wisła". Jej oddziały rozpoczęły marsz na zachód. 2 lipca 1920 r. Michaił Tuchaczewski wydał słynny rozkaz: „Bohaterscy żołnierze Armii Czerwonej! Nadszedł czas rozrachunku. Armia Czerwonego Sztandaru oraz armia drapieżnego Białego Orła stanęły naprzeciw siebie przed bojem na śmierć i życie. Przez trupa Białej Polski prowadzi droga ku ogólnoświatowej pożodze. Na naszych bagnetach przyniesiemy szczęście i pokój masom pracującym. Na Zachód!"

Pod koniec lipca 1920 roku Armia Czerwona była już na linii Bugu, a wojska polskie szybko wycofywały się w kierunku Wisły. Szybkie zdobycie Warszawy było dla bolszewików oczywiste, a następnie planowali połączenie się  z rewolucjonistami w Niemczech. Sytuacja Polski stawała się rozpaczliwa.

Na temat dalszych wydarzeń powiedziano i napisano już wiele. Historycy spierają się, co tak naprawdę zdecydowało o tym, że historia potoczyła się zupełnie nie po myśli bolszewików. We wrześniu 2018 r. odbyła się we Lwowie konferencja naukowa „Cud nad Wisłą jako akt łaski Królowej Polski". W materiałach z tej konferencji wydanych w książce „Ogromna czartu jesteś" (tytuł zaczerpnięty z Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP) zwraca uwagę tekst dr Szymona Modzelewskiego, autora wielu ciekawych opracowań i wykładów historycznych.

Warto przytoczyć fragmenty wspomnianego tekstu dr Modzelewskiego: „W miarę zbliżania się realnego niebezpieczeństwa klęski i upadku świeżo odrodzonego państwa, biskupi, kapłani i wierni coraz energiczniej zwracali się do Boga o pomoc. 6 sierpnia 1920 roku Episkopat Polski ogłosił ogólnopolską nowennę modlitewną w intencji Ojczyzny, która miała trwać od święta Przemienienia Pańskiego do święta Wniebowzięcia NMP, czyli do dnia 15 sierpnia. Prymas Królestwa Polskiego, ks. kardynał Aleksander Kakowski, wprowadził całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu w warszawskich kościołach. Do modlitewnego szturmu dołączył znany z pobożności i głębokiej religijności generał Józef Haller, członek Sodalicji Mariańskiej i tercjarz franciszkański, który zainicjował modlitewną nowennę w intencji ocalenia Polski w kościele pod wezwaniem Najświętszego Zbawiciela. Wkrótce we wszystkich katolickich świątyniach naszego kraju odprawiano nowennę o wstawiennictwo Matki Bożej i ratunek dla Polski. Polscy biskupi zwrócili się do papieża  Benedykta XV z prośbą o modlitwę w intencji ocalenia Polski przed bolszewikami. (...)

8 sierpnia 1920 roku wierni w Warszawie już trzeci dzień prowadzili modlitewną nowennę. Przez większą część dnia w kościołach stolicy odbywała się adoracja Najświętszego Sakramentu. O godzinie piątej po południu ze wszystkich kościołów ruszyły w kierunku Placu Zamkowego rozmodlone procesje. O godzinie szóstej przy ołtarzu ustawionym w pobliżu Zamku Królewskiego odprawiono nabożeństwo błagalne przy relikwiach św. Andrzeja Boboli SJ (wówczas jeszcze błogosławionego), patrona Polski i bł. Władysława z Gielniowa OFM, patrona Warszawy, Królestwa Polskiego i Litwy. (...)

W modłach polskiego duchowieństwa i ludności uczestniczył także ówczesny nuncjusz apostolski w Polsce, arcybiskup Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI. (...) Kiedy wszyscy dyplomaci przebywający w Polsce wyjechali z Warszawy, spodziewając się rychłego upadku miasta, jedynie abp Ratti i przedstawiciel dyplomatyczny Turcji pozostali w stolicy. (...)

Ze szturmem modlitewnym złączyła się mobilizacja polskiego społeczeństwa w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Episkopat utworzył w parafiach komitety opieki nad rodzinami żołnierzy walczących na froncie. Księża i zakonnicy wzywali do przestrzegania zarządzeń władz wojskowych i rządu, oraz do ofiarowania funduszy na cele obrony państwa. (...) Niedługo potem do wojska zgłosiło się prawie 100 tysięcy ochotników. Najwięcej pośród nich było ludzi młodych, niekiedy nawet niepełnoletnich. Tłumnie zgłaszała się młodzież gimnazjalna, harcerze, studenci, młodzi czeladnicy. W krótkim czasie liczebność wojska zwiększyła się z 600 tysięcy do 900 tys. żołnierzy. Kobiety polskie zgłaszały się do służb pomocniczych i utworzyły Legię Kobiet. Ofiarnie opiekowały się rannymi w szpitalach i dbały o zaopatrzenie żołnierzy w żywność. (...)

W momencie największego zagrożenia nastąpiła seria wydarzeń, które można uznać za wyraźne znaki działania Bożej Opatrzności. Jeszcze we wrześniu 1919 roku szyfry Armii Czerwonej zostały złamane przez polskiego kryptologa, pułkownika Jana Kowalewskiego. Dzięki temu polski sztab na bieżąco otrzymywał z nasłuchu radiowego informacje o planach i ruchach wojsk bolszewickich. (...)

Ale najbardziej niezwykłe i zadziwiające zdarzenia działy się na polu walki pod Warszawą. Już 13 sierpnia 1920 roku, ks. Ignacy Skorupka, kapelan 236 pułku piechoty Armii Ochotniczej (złożonego głównie z młodzieży akademickiej i gimnazjalnej) zapowiedział podczas odprawiania Mszy Świętej dla żołnierzy: «Czekają nas jeszcze ciężkie ofiary, ale niedługo - bo piętnastego, w dzień Naszej Królowej, losy odwrócą się w naszą stronę».

I rzeczywiście tak się stało. W czasie starcia pod Wólką Radzymińską bolszewicy nagle, bez widocznej przyczyny, zaczęli uciekać z pola walki. Porzucali oddziały i broń i w stanie ciężkiego szoku wpadali w ręce ścigających ich żołnierzy polskich. Relacje jeńców bolszewickich, którzy tego dnia dostali się do niewoli były jeszcze bardziej niezwykłe. Relacjonowali oni, że «(...) niespodziewanie ujrzeli na ciemnym niebie ogromną, potężną i pełną mocy kobiecą postać, od której biło światło. Nie był to ani duch ani zjawa! Bolszewicy wyraźnie widzieli Świętą Postać jako żywą osobę! Wokół Jej głowy jaśniała świetlista aureola, w jednej dłoni coś trzymała jakby tarczę, od której odbijały się wystrzeliwane w kierunku Polaków pociski, po czym powracały, by eksplodować na pozycjach atakującej armii! Wyraźnie widzieli, jak poły jej szerokiego, granatowego płaszcza unosiły się i falowały na wietrze, zasłaniając Warszawę. Grozę zjawiska potęgowała asysta Niebiańskiej Osoby. Towarzyszyły jej oddziały przerażających skrzydlatych, konnych rycerzy, zakutych w pobłyskujące mimo ciemności stalowe zbroje, pokryte skórami».

Utrzymywali, że na niebie pojawiła się Matier Bożja (...), która przybyła, by z nimi walczyć. Co jeszcze ciekawsze, postaci NMP, tak podobnej do wizerunku Matki Bożej Łaskawej, nie widzieli żołnierzy polscy, ale tylko bolszewicy. (...) Dzisiejszego czytelnika tych relacji może zastanawiać fakt, że bolszewiccy żołdacy, prowadzeni do boju przez czerwonych komisarzy, ateiści, rozpoznali w postaci widzianej na niebie Bogurodzicę. Nie należy jednak zapominać, że wielu z nich jeszcze kilka lat wcześniej, przed rewolucją bolszewicką, było wierzącymi członkami rosyjskiego kościoła prawosławnego. (...)

W jednej z najcięższych chwil w historii Polski ujawniło się w pełni działanie Boskiej Opatrzności. Nie ulega wątpliwości, że to Matka Boża Łaskawa zwyciężyła bolszewickich najeźdźców, którzy w popłochu uciekali z bitewnych pól pod Warszawą. Bitwa Warszawska, słusznie zwana Cudem nad Wisłą, była także efektem połączenia modlitwy i materialnych, fizycznych wysiłków polskiego społeczeństwa. Stała się realizacją jezuickiej dewizy autorstwa św. Ignacego Loyoli SJ: «Tak Bogu ufaj, jakby całe powodzenie spraw zależało tylko od Boga, a nie od ciebie; tak jednak dokładaj wszelkich starań, jakbyś ty sam miał to wszystko zdziałać, a Bóg nic zgoła»".