Strona główna  /  Z życia Kościoła  /  Rok 2017  /  Ks. Mieczysław Mokrzycki - sekretarz papieża Benedykta XVI

Ks. Mieczysław Mokrzycki - sekretarz papieża Benedykta XVI

 Kontynuujemy nasz cykl poświęcony postaci Josepha Ratzingera/Benedykta XVI.

W poprzednim odcinku pisaliśmy, jak ks. Mieczysław Mokrzycki, drugi sekretarz Jana Pawła II, po jego śmierci wyprowadził się z Pałacu Apostolskiego i miał jechać do Polski. Wtedy dowiedział się, że nowy papież Benedykt XVI chce, aby został jego drugim sekretarzem. Mokrzycki musiał więc wrócić do Watykanu i poszedł na pierwszą rozmowę z Ojcem Świętym. „Przyjął mnie z wielką życzliwością. Powiedział, że moja obecność będzie codziennie przypominała mu Jana Pawła II. Dodał, że chce skorzystać z doświadczenia, które zdobyłem, pracując w Pałacu Apostolskim. Prosił, bym pomógł w wypełnianiu obowiązków ks. Georgowi Gänsweinowi, czyli pierwszemu sekretarzowi" - opowiada abp Mokrzycki w książce „Sekretarz dwóch papieży".

Z papieżem - Niemcem Mokrzycki rozmawiał po włosku. Tak było łatwiej, bo co prawda zna niemiecki, ale nie na tyle biegle, żeby w tym języku rozmawiać z papieżem. Natomiast z pierwszym sekretarzem, ks. Gänsweinem, Niemcem, Ojciec Święty rozmawiał oczywiście po niemiecku. Jednak gdy tylko pojawiał się Mokrzycki, przechodzili na włoski.

Pierwsze tygodnie posługi Benedyktowi XVI z pewnością musiały być dla obecnego metropolity lwowskiego trudne. Przecież jeszcze do niedawna posługiwał tu innemu papieżowi - Janowi Pawłowi II, któremu tyle zawdzięczał i z którym czuł się tak blisko związany. Rozumiał to papież Ratzinger. „Benedykt XVI zawsze był bardzo troskliwy w stosunku do nas, osób z otoczenia Jana Pawła II. Nie chciał, żebyśmy czuli się osieroceni. Mówił, że nas bardzo ceni i szanuje. Stanisława Dziwisza nominował na metropolitę krakowskiego, mnie na swojego sekretarza. Nadal pracowali przy Ojcu Świętym Angelo Gugel, Renato Buzzonetti, Arturo Mari. Zawsze pytał o siostry zakonne, sercanki, które służyły Janowi Pawłowi II. Nie zadawalał się odpowiedzią, że u nich wszystko dobrze.

Chciał znać szczegóły. Co robią, jak się czują? Nieraz siostry przyjeżdżały na uroczystości do Watykanu. Benedykt XVI szedł w orszaku z biskupami i kardynałami. Gdy je zobaczył, to nie patrząc na otoczenie, podchodził, pozdrawiał, chwilę porozmawiał" - mówi Mokrzycki.

Typowy dzień Benedykta XVI w Watykanie wyglądał podobnie, jak Jana Pawła II. Różnice były niewielkie. Papież Niemiec wstawał nieco później, Msza św. była sprawowana tylko z udziałem najbliższych współpracowników.

Goście na posiłkach pojawiali się rzadziej. Cały dzień papieża wypełniony był modlitwą, pracą i spotkaniami.

„Każdy dzień był precyzyjnie zaplanowany. Co do minuty - opowiada obecny metropolita lwowski. - Ojciec Święty ściśle realizował plan dnia. To, co łączyło Jana Pawła II i Benedykta XVI, to niewątpliwie modlitwa. To było dla nich coś tak naturalnego jak oddychanie. I nie mówię o krótkiej modlitwie, odmawianej w pośpiechu. Benedykt XVI godzinami klęczał w kaplicy. Każdego dnia odmawialiśmy wspólnie różaniec, Łączność z Bogiem dodawała mu sił. Wiele osób pisało do papieża prośby o modlitwę w różnych intencjach. Najczęściej o uzdrowienie. (...) Patrząc na papieża, podziwiałem jego pracowitość i aktywność. Szkoda, że w mediach tak mało mówiło się o jego wyjazdach do rzymskich parafii. Często właśnie wtedy odwiedzał chorych w szpitalach. Pochylał się i przytulał ludzi umierających. Pocieszał. Często pojawiały się łzy. Dzień był wypełniony różnymi spotkaniami. Oficjalne audiencje rozpoczynały się o godz. 11.00, a kończyły o 13.00. Po południu zaplanowane były spotkania z bliskimi współpracownikami. Prawie każdego dnia przygotowywał swoje homilie i przemówienia. Nikt mu nie pomagał, z nikim nie konsultował tekstów.

Pisał wszystko ręcznie. Jego drobne pismo przepisywała siostra Brygida, która potrafiła bezbłędnie odczytać te zapiski. Jedynym luźniejszym dniem był wtorek".

W wolnych chwilach Benedykt XVI grał na fortepianie i słuchał muzyki poważnej, szczególnie Mozarta. Dużo czytał i lubił spacery w ogrodach watykańskich i w Castel Gandolfo. Codziennie oglądał też dziennik włoskiej telewizji RAI, a od czasu do czasu transmisje sportowe. Lubił zwierzęta, przede wszystkim koty.

Pytany o osobowość Benedykta XVI, abp Mokrzycki odpowiada: „Przede wszystkim cechowały go ogromna mądrość, pokora i dobroć. To typ perfekcjonisty. Wszystko, co robił, chciał zrobić idealnie. Dlatego homilie i przemówienia były poprawiane, doprecyzowywane. Jako człowiek w codziennych kontaktach był delikatny i wrażliwy. Ale ta wrażliwość nie wpływała na jakieś emocjonalne zachowania. Widziałem zawsze spokój na jego twarzy. Nie denerwował się, nie podnosił głosu. Może nieraz coś przeżywał w sobie? Niewielu zauważało, że był stanowczy w swoich decyzjach. A w sprawach personalnych to przecież trudna sprawa. Niekiedy mówił, że musi się jeszcze zastanowić, coś przemyśleć, ale potem szybko podejmował najtrudniejsze decyzje. (...) Na początku wychodzenie do ludzi z pewnością go onieśmielało. Był skrępowany. Widziałem, że szybko wykonuje gesty pozdrowień, odwraca się i idzie do swoich zajęć. Gdy wracaliśmy z audiencji generalnej, mówiliśmy z ks. Georgiem Ojcu Świętemu, że ludzie cieszą się na jego widok, że chcieliby go dotknąć.

Opowiadałem o wzruszeniu wiernych i o tym, jak ciepło go odbierają.

Stopniowo przełamywał dystans. W tym bardzo pomagali Polacy".