Strona główna  /  Warto przeczytać  /  Więcej  /  „Wprowadzenie w chrześcijaństwo” Ratzingera

„Wprowadzenie w chrześcijaństwo” Ratzingera

Wiara, czyli nawrócenie

Dlaczego wiara jest skokiem w przepaść? Co to znaczy nawrócić się? Czy teolog przypomina błazna? Między innymi na te pytania odpowiada kard. Joseph Ratzinger.

Pożar to zawsze groźne wydarzenie. Nie wiadomo ile zniszczeń dokona ogień, zanim zostanie ugaszony. Co uda się uratować? Czy zginą jacyś ludzie? Czy akcję ratunkową uda się sprawnie przeprowadzić? To ostatnie pytanie zasadne jest szczególnie wtedy, kiedy pożar wybucha w...cyrku. I właśnie historię o pożarze w cyrku znajdujemy na początku znakomitej książki kard. Josepha Ratzingera, dziś oczywiście Benedykta XVI, „Wprowadzenie w chrześcijaństwo".  To świetna lektura na Rok Wiary, w którym Kościół zachęca nas m.in. do głębszego poznania treści naszej wiary. A wspomniana książka jest właśnie omówieniem kluczowych zagadnień Credo. I chociaż dotyczy spraw często bardzo skomplikowanych, to jednak napisana jest w sposób przystępny i zrozumiały. Obecny Papież ma bowiem niesamowitą zdolność wyjaśniania trudnych rzeczy prostym językiem.

Ale wróćmy do pożaru w cyrku. Ogień bardzo szybko się rozprzestrzeniał i pojawiło się niebezpieczeństwo, że strawi nie tylko sam cyrk, ale przeniesie się również przez wyschnięte pola do pobliskiej wsi. Traf chciał, że właśnie miało rozpoczynać się przedstawienie. Poproszono więc gotowego już do występu błazna, ubranego w błazeński, strój, aby pobiegł do wsi, ostrzegł o zagrożeniu i wezwał pomoc do gaszenia pożaru. Niestety! Wysłanie błazna było błędem. Nikt nie traktował go poważnie. Wszyscy myśleli, że on po prostu gra swoją rolę błazna. Ten błagał, przekonywał, że mówi prawdę, że cyrk naprawdę się pali. Ale im bardziej błagał, tym bardziej mieszkańcy wsi śmiali się i klaskali. Uznawali, że świetnie gra swoją rolę, bo musi skłonić ludzi, żeby przyszli na przedstawienie. W efekcie cyrk i wieś spłonęły.

To tylko błazen?

Joseph Ratzinger twierdzi, że historia z pożarem cyrku dobrze ilustruje sytuację człowieka - teologa, który próbuje powiedzieć coś ludziom o wierze chrześcijańskiej. Ludzie jednak nie biorą go na serio. Cokolwiek by mówił - jego rola nadaje mu etykietę i od razu go klasyfikuje. „Jakkolwiek się zachowuje i jakkolwiek usiłuje ukazać powagę sytuacji, wie się zawsze z góry, że to jest tylko błazen. Wiadomo, o czym mówi, wiadomo, że to tylko przedstawienie, które z rzeczywistością ma mało albo w ogóle nie ma nic wspólnego. Można mu się więc przysłuchiwać, ale nie trzeba się zbytnio przejmować tym, co mówi" - pisze Ratzinger.

To świetnie ukazana sytuacja duszpasterzy, rekolekcjonistów, ale też wszystkich, którzy mówią innym o Bogu. Bardzo często stają oni przed swoimi słuchaczami zupełnie bezradni. Mówią najlepiej jak potrafią. Starają się przekonać, że są to sprawy najważniejsze dla życia ludzkiego. Nic z tego. Ich słowa napotykają mur. Mogą być nawet bardzo uważnie słuchani. Ale i tak odbiorcy nie potrafią wyzwolić się z przekonania, że to jest jakaś inna rzeczywistość, o której oczywiście ksiądz musi mówić, ale nie ma ona żadnego odniesienia do codziennego życia. Co innego gdyby np. występował dietetyk i udzielał wskazówek dotyczących zdrowego odżywiania. Wtedy na pewno od razu byłoby to wcielone w życie. Ale ksiądz? On musi tak mówić, a jego nauki i tak nie mają większego znaczenia.

Taka postawa wynika być może z tego, że wielu wierzących w ogóle nie wie czym jest wiara. Co tak naprawdę oznacza, kiedy mówimy w Credo „Wierzę"? Kard. Ratzinger podkreśla, że istota chrześcijaństwa polega właśnie na tym, że jest ono wiarą. Jeżeli człowiek mówi „wierzę", to oznacza, że jest przekonany, iż przestrzeń jego świata nie jest wytyczona tym, co można ujrzeć i czego można dotknąć, ale szuka drugiego sposobu dojścia do rzeczywistości, który to sposób nazywa właśnie wiarą, znajdując w niej w ogóle rozstrzygające otwarcie swojego spojrzenia na świat.

 Obecny Papież zaznacza, że w słowie „wierzę" zamyka się zasadniczy wybór naszej postawy wobec rzeczywistości jako takiej. Nie oznacza to „stwierdzenia tego czy owego, ale oznacza zasadniczą postawę wobec bytu, wobec egzystencji, siebie samego i całej rzeczywistości; oznacza opowiedzenie się za tym, że to, czego nie można ujrzeć, co nie może w żaden sposób stanąć w polu widzenia człowieka, nie jest czymś nierzeczywistym, lecz odwrotnie, że to, czego nie można ujrzeć, jest właściwą rzeczywistością, która utrzymuje i umożliwia wszelką rzeczywistość".

Autor dodaje również, że wierzyć „znaczy uznać, że wewnątrz egzystencji ludzkiej istnieje punkt, który nie może zasilać się tym, co widoczne i dotykalne, ani na tym się opierać, ale który styka się z tym, czego dojrzeć nie można, tak że staje się to dla niego dotykalne i okazuje się niezbędne dla jego egzystencji".

Zwrot egzystencji

Ale taką postawę można osiągnąć tylko poprzez nawrócenie. Człowiek bowiem ze swej natury ciąży do tego, co widzialne, dotykalne. Musi się więc nawrócić, czyli odwrócić, aby dojrzeć, jak jest ślepy, gdy wierzy tylko temu, co widzą jego oczy. „Bez tego zwrotu egzystencji, bez pokonania naturalnego ciążenia nie ma wiary" - podkreśla kard. Ratzinger i dodaje, że wiara właśnie jest „nawróceniem, w którym człowiek odkrywa, że się łudzi, gdy idzie jedynie za tym, co uchwytne. Jest to zarazem najgłębszy powód, dlaczego wiara nie da się udowodnić. Jest ona zwrotem w bytowaniu i osiąga ją tylko ten, kto dokonuje tego zwrotu. Ponieważ zaś z natury ciążymy w innym kierunku, przeto wiara jest codziennie czymś nowym i tylko w nawróceniu trwającym całe życie możemy pojąć, co to znaczy mówić: wierzę".

Joseph Ratzinger kreśli jeszcze jeden obraz. Otóż wiara jest skokiem poprzez bezdenną przepaść. Zawiera w sobie coś z wielkiej przygody, zrywu i skoku. Jest ryzykiem, że się przyjmie jako rzeczywiste i podstawowe to, czego bezpośrednio nie widać. „Nigdy wiara nie była takim nastawieniem, jakie samo przez się przypadałoby ludzkiemu istnieniu; zawsze była rozstrzygnięciem angażującym głębie ludzkiej egzystencji, domagającym się od człowieka zwrotu, jaki osiąga się jedynie poprzez decyzję" - czytamy we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo".

Wiara jest więc opowiedzeniem się za duchową podstawą świata. Ale to nie wszystko! Ma bowiem wiara chrześcijańska charakter osobowy. Nie wierzymy w coś, ale w Kogoś. Dlatego wiara jest spotkaniem z człowiekiem - Jezusem. „W Jego życiu - pisze Ratzinger - w Jego bezwzględnym oddaniu swego istnienia ludziom mieści się sens świata: On oddaje nam się jako miłość, która także i mnie kocha i przez ten niepojęty dar trwałej miłości, jakiej nie grozi żadna przemijalność, żadne zakłócenie egoizmem, czyni życie wartym życia".

I dalej czytamy, że wiara jest „znalezieniem jakiegoś <Ty>, które jest dla mnie oparciem i które w całym niespełnieniu i ostatecznej niespełnialności ludzkich spotkań obdarza obietnicą niezniszczalnej miłości, miłości nie tylko pragnącej wieczności, ale ją zapewniającej. Wiara chrześcijańska żyje tym, że nie daje sensu obiektywnego, lecz że ów Sens zna mnie i kocha, że mogę mu się powierzyć z gestem dziecka, które wie, iż w matczynym <ty> zawiera się odpowiedź na wszystkie jego pytania".

                                                                                                                                 pch