Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

 W drugiej połowie maja 1981 r. kard. Wyszyński był już coraz słabszy. Jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. Rozpoczęła się powolna agonia. Odbył spowiedź i przyjął sakrament namaszczenia chorych. Przed spowiedzią - jak wspomina w książce Prymas Tysiąclecia nieznany ks. Bronisław Piasecki - Prymas powiedział: „Staję na progu Kaplicy Jasnogórskiej i tam zawsze chcę być, choćby mnie wszyscy potrącali. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze. Staję w łączności z Ojcem Świętym, z całym Kościołem i składam hołd czci i miłości Jasnogórskiej Matce Kościoła. Postawiłem wszystko na Nią i Jej to zawdzięczam, że miłosierdzie Boże towarzyszyło mi zawsze i wszędzie, a szczególnie w najtrudniejszych chwilach życia. (...) Nigdy nie opuściłem Boga. Nie zdradziłem Kościoła i Ojca Świętego, a przede wszystkim najdroższej mi łaski powołania kapłańskiego. W moim życiu uważałem ją zawsze za najcenniejszy dar Jezusa Chrystusa. Na mojej drodze życia stanęła Jasnogórska Matka Kościoła, której stałem się niewolnikiem i zawsze na tym dobrze wychodziłem".

Po przyjęciu sakramentu namaszczenia chorych, w obecności domowników i członków kapituły warszawskiej i gnieźnieńskiej, Prymas złożył następujące oświadczenie: „Jestem całkowicie uległy woli Ojca, który i tak dał mi dużo lat Wam służyć, i woli Syna, który sam jeden ma wieczne kapłaństwo i je przydziela i przekazuje innym. Jestem uległy wobec Ducha Świętego, dlatego, że moje życie wewnętrzne było w Trójcy Świętej. (...) I jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą związałem się w więzieniu w Stoczku [przez akt osobistego oddania się] i wszystko przez Jej Dłonie składałem ku chwale Trójcy Świętej".

20 maja przy łóżku chorego Prymasa stanął Obraz Nawiedzenia, który wówczas wędrował przez Polskę. Umierający kardynał wpatrywał się w Wizerunek swojej ukochanej Matki Bożej Częstochowskiej. Tak bardzo mocno był z Nią związany przez całe życie, tak często nawiedzał Jasną Górę, aby tam powierzać Maryi wszystkie swoje cierpienia, problemy, trudne zadania. Ale również, aby dziękować Jej za pomoc i wstawiennictwo u Boga. A teraz, będąc już na łożu śmierci, zwrócił się do Maryi tymi słowami modlitwy: „Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie, zwłaszcza na Jasnej Górze. Ale i ja przychodziłem do Ciebie. Dziękuję Ci, że dwadzieścia lat chodziłaś ze mną po Polsce. Byłaś zawsze dla mnie największą Łaską, Światłem, Nadzieją i programem mojego życia. Wiem, że nie jestem tego godzien od samego początku, ale Ty byłaś zawsze zachętą, aby wszystko postawić na Ciebie. Nie umiem się w tej chwili wypowiedzieć i może lepiej byłoby milczeć, pragnę Ci tylko dziękować. Dlatego też za wszystko dziękuję".

W niedzielę 24 maja zadzwonił z Rzymu ks. Stanisław Dziwisz. Powiedział, że przebywający w szpitalu, po zamachu, Jan Paweł II chciałby rozmawiać z Prymasem. Ale tu pojawił się problem. Kard. Wyszyński by już tak słaby, że nie wstawał z łóżka i nie mógł podejść do telefonu. A przecież nie było wtedy telefonów komórkowych, tylko stacjonarne, z krótkim kablem podłączonym do gniazdka w ścianie. Kabel okazał się zdecydowanie za krótki i nie sięgał łóżka Prymasa. Trzeba więc było przełożyć rozmowę na następny dzień, a w tym czasie technicy w pałacu pry Miodowej przedłużyli kabel do łóżka kard. Wyszyńskiego.

Przejmująca, ostatnia rozmowa dwóch największych Pasterzy Kościoła w Polsce w XX wieku, odbyła się w poniedziałek 25 maja. Papież przekazał Prymasowi błogosławieństwo i ucałowania. Ks. Bronisław Piasecki, kapelan kard. Wyszyńskiego, zapamiętał jego ledwo słyszalny głos, ciężki, przerywany oddech i następujące słowa: „Ojcze, Ojcze, jestem bardzo słaby, bardzo... Dziękuję za różaniec, jest dla mnie pociechą... Ojcze... Łączy nas cierpienie... Módlmy się za siebie wzajemnie. Między nami jest Matka Najświętsza... Cała nadzieja w Niej... Ojcze, całuję Twoje stopy... Błogosław mi...".

W tym momencie Prymas zrobił znak krzyża, a potem jeszcze dopowiedział: „Ojcze, Ojcze, błogosław mi raz jeszcze. Amen. Amen. Amen".

Następnego dnia stan kard. Wyszyńskiego był już krytyczny. „O godzinie piątej rano występują silne zaburzenia krążenia i oddychania. Wydaje się, że to już agonia. Tylko wielkiej kompetencji lekarzy można zawdzięczać, że zgon nie następuje w kilka minut. Twarz Prymasa wyraża niewymowne cierpienie. W kaplicy zbierają się domownicy, zapalają gromnicę. Kapelan przy łóżku chorego rozpoczyna modlitwę za konających. (...) Następuje wzruszający moment. Konający Prymas usiłuje śpiewać «Chwalcie łąki umajone». Nie ma wiele sił. Nucenie przechodzi w recytację całej zwrotki. Myślą i sercem jest znowu przy swojej Pani i Matce" - relacjonuje ks. Piasecki.

W środę 27 maja Prymas zapada w głęboki sen. W czwartek 28 maja, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, o godz. 4.40 rano umiera.

„Tej ostatniej chwili towarzyszą cisza i spokój. Śmierć przychodzi niezwykle spokojna. Bez dostrzegalnych oznak konania. Z wychudzonej, bladej twarzy zmarłego w pierwszej chwili przebija wyraz cierpienia i bólu, później bezgranicznego pokoju i dostojeństwa. Wreszcie pojawia się na niej uśmiech. Chciałoby się powiedzieć: transcendentny. Niebiański" - wspomina kapelan Prymasa Wyszyńskiego.