Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Krzyż na Placu Zwycięstwa Kontynuujemy cykl poświęcony życiu i nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego.

Zaraz po inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II pojawiły się pierwsze wypowiedzi polskich biskupów o tym, że możliwy jest przyjazd nowego papieża do Polski i to całkiem szybko. Już 6 listopada 1978 r. kard. Stefan Wyszyński mówił do wiernych w katedrze św. Jana w Warszawie: „Jest nadzieja na to, że Ojciec Święty chce jak najprędzej przybyć do Polski. Najlepszą sposobnością są uroczystości świętego Stanisława w Krakowie, zapowiedziane na 13 maja przyszłego roku. Może przy tej okazji Ojciec Święty zobaczy nie tylko Kraków i Częstochowę. Ale pozwólcie, że jako człowiek dyskretny zamknę usta i nie pozwolę mówić memu sercu, a powierzę te myśli waszym sercom. Co wymodlicie, to będzie zyskiem Kościoła w Polsce i Rzymie".

Władzom PRL oczywiście nie podobała się ta perspektywa, ale ostatecznie musieli ustąpić, jedynie przesunięto pielgrzymkę na czerwiec 1979 r.

Papież Jan Paweł II przybył do naszej Ojczyzny 2 czerwca 1979 r. „Wielkie dni Polski rozpoczynają się dziś" - zanotował Prymas Wyszyński. „Pielgrzymka papieska była sukcesem Kościoła w Polsce i zdecydowanie wzmocniła ducha wolności w społeczeństwie" - oceniają Rafał Łatka i ks. Dominik Zamiatała w publikacji Kardynał Stefan Wyszyński 1901-1981.

Podczas tej pierwszej pielgrzymki, na Jasnej Górze Jan Paweł II powiedział do kard. Wyszyńskiego: „Kochany Księże Prymasie! Ty, niestrudzony sługo Ludu Bożego, niezmordowany miłośniku i służebniku Pani Jasnogórskiej, wprowadziłeś w program swojego prymasowskiego pasterzowania odwiedziny papieża w Polsce. Księże Prymasie! Pozwól mi tylko to jedno jeszcze powiedzieć, że ci się spełnia - i ja za to Bogu dziękuję - że ci się spełnia ten punkt twego odważnego, bohaterskiego programu, duszpasterzowania w Polsce i w świecie współczesnym! (...). Pozwólcie, że jako następca św. Piotra zawierzę z tą samą żywą wiarą, z tą samą heroiczną nadzieją, z jaką czyniliśmy to w pamiętnym dniu 3 maja polskiego milenium, Kościół cały Matce Chrystusa (...). Pozwólcie, że wszystko to tutaj zawierzę! Pozwólcie, że wszystko to zawierzę w nowy sposób! Jestem człowiekiem zawierzenia. Nauczyłem się nim być tutaj!".

To właśnie podczas pierwszej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II nazwał kard. Wyszyńskiego Prymasem Tysiąclecia. Stwierdził w ten sposób, ponieważ takiego „Ojca i Pasterza Bóg daje raz na tysiąc lat". A potem, w październiku 1979 r. papież napisał w liście do Prymasa Wyszyńskiego: „Zawsze byłem przekonany, że Duch Święty powołał Waszą Eminencję w wyjątkowym momencie dziejów Ojczyzny i Kościoła - i to nie tylko Kościoła w Polsce, ale także i w całym świecie. Patrzyłem na to trudne, ale jakżeż błogosławione wezwanie od czasów mojej młodości - i dziękowałem za nie Bogu jako za łaskę szczególną dla Kościoła i Polski. Dziękowałem za to, że «taką moc dał człowiekowi» - i zawsze za to dziękuję".

Prymas postanowił podczas tej papieskiej pielgrzymki pozostać w cieniu. „Kardynał Wyszyński towarzyszył Papieżowi w Warszawie, w Gnieźnie, a także na Jasnej Górze. Zawsze krok obok albo krok z tyłu. Byle nie zasłaniać. A kiedy Jan Paweł II pojechał do Krakowa, Prymas został na Jasnej Górze. Powiedział: «Pojechał do swoich. Ja nie będę im tam przeszkadzał». Jednak w domu na Miodowej często wracał myślami do Jana Pawła II. Pytał jakby sam siebie: «Co on tam teraz robi? Gdzie się podziewa?» - wspomina ks. Bronisław Piasecki, ostatni kapelan kard. Wyszyńskiego, w książce Prymas Tysiąclecia nieznany.

W trakcie tej pierwszej pielgrzymki do Polski Jan Paweł II odprawił pamiętną Mszę św. na ówczesnym placu Zwycięstwa w Warszawie. Tak potem kard. Wyszyński wspominał tamte chwile: „Krzyż wzniesiony na placu Zwycięstwa (...) był dla mnie ogromnym przeżyciem. Pamiętam bowiem moje lata szkolne 1912-1915. Idąc do Saskiego Ogrodu często przechodziłem koło ogromnego soboru (cerkwi), który był ustawiony tam na polecenie cara, na znak zwycięstwa prawosławia w Warszawie. Taki był właśnie cel wzniesienia soboru, a zwłaszcza wysokiej kołokolni (dzwonnicy), która stała przy wylocie ulicy Królewskiej.

Gdy 2 czerwca 1979 roku podczas pobytu Ojca Świętego w Polsce siedziałem na placu Zwycięstwa i wsłuchiwałem się w słowa Papieża, miałem w oczach te dwa krańce polskiej rzeczywistości. W czasie nabożeństwa na placu zapytał mnie jeden z księży: O czym Prymas myśli? Myślałem wtedy o tym, jak potężne muszą być drogi Boże, aby doszło do tego, że Papież Kościoła rzymskokatolickiego sprawuje Najświętszą Ofiarę w tym miejscu, gdzie stał ołtarz prawosławnego soboru. Nikt z nas nie mógłby wymyślić tego naprzód.

To są wspomnienia. Powrócę do spotkania z Ojcem Świętym na placu Zwycięstwa w Warszawie. Niewątpliwie, sam uważam, że wydarzenie to było najbardziej wymownym znakiem obecności Boga w dziejach naszego Narodu. A że na cokole krzyża, który tam był ustawiony, z czerwoną stułą, umieszczony był obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, to dowód, że w dziejach Bożych w naszej Ojczyźnie poważne miejsce z woli Ducha Świętego zajmuje Jasnogórska Pani".