Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

 Kontynuujemy cykl poświęcony życiu i nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego.

6 sierpnia 1978 r. zmarł Paweł VI. Papież, z którym kard. Stefan Wyszyński wielokrotnie się spotykał, omawiając trudne problemy Kościoła w Polsce. Kilka dni później w archikatedrze warszawskiej Prymas Tysiąclecia tak wspominał Pawła VI: „Ojciec Święty dobrze rozumiał położenie Polski katolickiej i zmagania się biskupów polskich w ogromnej konstytucyjnej i doktrynalnej integralności Kościoła. Miałem możność przekonywać się o tym bardzo często. Wymownym wyrazem pełnego zrozumienia Kościoła w Polsce była gotowość Pawła VI, by przybyć z pielgrzymką na Jasną Górę. Tyle razy przez tyle lat - począwszy już od 1957 roku i później, po wyborze nowego papieża, a wreszcie gdy sam został papieżem - mówiliśmy o tym. Któregoś dnia, zaproszony przez Ojca Świętego na Watykan, widziałem Złotą Różę, którą Paweł VI przygotował dla Jasnej Góry w nadziei, że osobiście będzie mógł ją przywieźć i złożyć w darze Matce Najświętszej. Nie danym mu było tego uczynić. Ale jest mi wiadomo, że gorące jego serce rwało się na Jasną Górę".

12 sierpnia Prymas Wyszyński wziął udział w pogrzebie Pawła VI, a następnie uczestniczył w konklawe. 26 sierpnia kardynałowie wybrali na papieża kard. Albino Lucianiego, który przyjął imię Jana Pawła I.

Ogromnym szokiem dla wszystkich była nieoczekiwana śmierć papieża zaledwie po 33 dniach pontyfikatu. W dniu jego pogrzebu, kard. Wyszyński powiedział w homilii, że zmarły Ojciec Święty był „okazem zdrowia, siły, pogody serca, równowagi wewnętrznej, a zarazem odpowiadał oczekiwaniom Kościoła. Kościół szukał pasterza - nie tyle dyplomaty, urzędnika, - choćby na najwyższym szczeblu administracji kościelnej w Kurii Rzymskiej, ale szukał pasterza".

Kardynałowie znowu, już po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy przyjechali do Rzymu na konklawe. Zanim się ono rozpoczęło był jeszcze czas na przygotowania, różne spotkania i rozmowy. Prymas Wyszyński i kard. Wojtyła odwiedzili Instytut Polski w Rzymie, gdzie mieszkali polscy księża studiujący w Wiecznym Mieście. Podczas wspólnotowego obiadu doszło tam do bardzo ciekawego wydarzenia, które tak w książce Bóg, Biblia Mesjasz opisuje mieszkający wówczas w Instytucie ks. prof. Waldemar Chrostowski: „Przy deserze Ksiądz Prymas zaczął mówić, jaki będzie następny papież. Zaczął się dzielić myślami, że świat przeżył śmierć Jana Pawła I, a papież ten kontynuował dzieło dwóch swoich poprzedników - Jana XXIII oraz Pawła VI. Niestety, tego dzieła nie dopełnił, bo nie zdążył, gdyż Bóg chciał inaczej. A ponieważ rozpoczęte dzieło powinno być podjęte i kontynuowane, następnym papieżem będzie Jan Paweł II. Obok kard. Wyszyńskiego siedział kard. Wojtyła (...), był zamyślony i nic nie mówił. Prymas snuł swoją wizję Jana Pawła II: kim powinien być, jak powinien pełnić swoją posługę. Kiedy obiad dobiegł końca, kard. Wojtyła podniósł się: «No to chodźmy» - powiedział. Obaj podnieśli się i wyszli. Wtedy widziałem ich po raz ostatni przed pamiętnym konklawe".

Po rozpoczęciu konklawe, gdy okazało się, że kard. Wojtyła ma duże szanse na wybór, kard. Wyszyński zaczął zabiegać wśród elektorów o poparcie dla metropolity krakowskiego.

Po wyborze Jana Pawła II Wyszyński tak wspominał ten moment: „Co się potem działo, trudno o tym mówić. Ale ja, uczestnik czwartego już z rzędu konklawe w moim życiu, nie widziałem czegoś podobnego na poprzednich. Nie widziałem tak żywej, głębokiej i nadprzyrodzonej radości po wyborze Papieża! Wiedzieliśmy, że jest to zwycięstwo, ale przez cierpienie i mękę, przez próbę wiary. Trzeba było po prostu chować się po kątach, aby uniknąć przejawów entuzjazmu, jaki zapanował wtedy na konklawe. Trzeba było wytrzymać wiele powiedzeń, zda się aż może żenujących: Wam się to przecież należy! Wyście tyle wycierpieli, tak bardzo byliście upokarzani, tak bardzo Wami pomiatano. I dziś jeszcze tak wiele cierpicie. Wam się to wyróżnienie należy".

Prymas zanotował też w zapiskach: „Straciłem wielkiego Przyjaciela i bliskiego współpracownika. Ale zarazem zyskałem, gdyż nie będę musiał długo tłumaczyć sytuacji Kościoła w Polsce, gdyż tak dobrze zna ją nowy Papież".

Trzeba zaznaczyć, że w wyniku konklawe kard. Wyszyński widział przede wszystkim zwycięstwo Matki Bożej. Podkreślał, że „Matka Boża to zrobiła".

22 października odbyła się inauguracja pontyfikatu Jana Pawła II, a dzień później audiencja nowego Papieża dla Polaków. Wtedy też Jan Paweł II wypowiedział do kard. Wyszyńskiego słynne słowa: „Czcigodny i Umiłowany Księże Prymasie! Pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego Papieża Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary, nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twojego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła, gdyby nie było Jasnej Góry - i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, które związane są z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem".

W kolejnych dniach kard. Wyszyński zaczął otrzymywać wiele zaproszeń na różne świeckie uroczystości, chciało z nim rozmawiać wielu polityków, ale Prymas odmawiał. Notował: „Oni myślą, że ja chcę być «coś» lub «ktoś» na Watykanie. A ja jestem Abpem Gniezna i Warszawy, i nie chcę być nikim innym. Jeden z kardynałów mi powiedział, że teraz jestem na Watykanie pierwszą osoba po papieżu. A moja odpowiedź: nie chcę być na Watykanie. Nie jestem żadnym pośrednikiem wobec Ojca Świętego".

„Patrzyłem wtedy na Księdza Prymasa z bliska - wspomina ks. Chrostowski. - Bardzo chciałem wiedzieć, co się w jego wnętrzu dzieje. Raz czy dwa zatrzymał się na rozmowę. Był poruszony i chyba przeżywał napięcie. Z jednej strony na pewno ogromna radość i duma, że oto Polak został papieżem. Natomiast z drugiej wielka troska i świadomość odpowiedzialności. Nie chodziło o to, czy Jan Paweł II «da sobie radę», lecz troska o papieża-Polaka niejako pozostawionego w Rzymie, na Zachodzie, na oczach całego świata, ze wszystkimi uwikłaniami i dramatami tego świata. Bardzo dużo się modlił. Udawał się do kaplicy i pogrążony w modlitwie spędzał tam długie chwile. Mam wrażenie, że czuł się jak Jan Chrzciciel, który wykonał swoje zadanie i z satysfakcją mógł powiedzieć: «Trzeba, żeby on wzrastał, a ja bym się umniejszał». To był wielki mocarz ducha".

29 października Prymas zapisał: „Tutaj już nic po nas. Trzeba wracać do «pierwszych okopów Kościoła świętego». Tutaj nasze miejsce. Ojciec Święty czuje się na Watykanie tak dobrze, jak gdyby powrócił do własnego domu po podróży. Można więc spokojnie wracać na posterunek, na który Bóg mnie posłał, dokąd sam mnie nie odwoła".