Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Prymas Wyszyński - czasy po uwolnieniu

Prymas Wyszyński - czasy po uwolnieniu

 Kontynuujemy cykl prezentujący osobę i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. W poprzednim odcinku opisywaliśmy m.in. czas uwięzienia Prymasa w Prudniku i Komańczy oraz działo Jasnogórskich Ślubów Narodu.

Jesienią 1956 roku minęły trzy lata od aresztowania kard. Stefana Wyszyńskiego. Przez ten czas przebywał kolejno w: Rywałdzie, Stoczku, Prudniku i Komańczy. „Po trzech latach mojego więzienia ten wniosek uważam za ostateczny. Nigdy nie wyrzekłbym się tych trzech lat i takich trzech lat z curriculum mojego życia... Jednak lepiej, że upłynęły one w więzieniu, niżby miały upłynąć na Miodowej. Lepiej dla chwały Bożej, dla pozycji Kościoła powszechnego w świecie - jako stróża prawdy i wolności sumień; lepiej dla Kościoła w Polsce i lepiej dla pozycji mojego Narodu; lepiej dla moich diecezji i dla wzmocnienia postawy duchowieństwa. A już na pewno lepiej dla dobra mej duszy" - napisał Prymas w Zapiskach więziennych.

Lata aresztowania Prymasa były czasem szczególnie wielu represji, które dotknęły Kościół. Władze państwowe miały świadomość, że pod nieobecność kard. Wyszyńskiego, przy bardzo słabym sprzeciwie Episkopatu, mogą zrobić właściwie wszystko. Wkrótce więc po uwięzieniu Wyszyńskiego aresztowany został biskup Antoni Baraniak, kierownik sekretariatu Prymasa Polski. Więziono wielu księży. Represje dotknęły uczelnie katolickie, zakony, prowadzono akcję wyrzucania religii ze szkół.

Jednak po śmierci Stalina system komunistyczny zaczął przechodzić głębokie turbulencje. Nowy sowiecki przywódca, Nikita Chruszczow, odciął się od Stalina i skrytykował jego politykę przemocy i terroru. W Polsce po śmierci Bieruta również trwały zawirowania w partii. Trwała walka o władzę, a jednocześnie narastały protesty społeczne. W październiku 1956 roku I sekretarzem KC PZPR wybrano Władysława Gomułkę.

Nowe władze partyjne potrzebowały uspokojenia nastrojów. Jednocześnie polscy biskupi od dłuższego czasu coraz głośniej upominali się o uwolnienie Prymasa. Domagało się tego również społeczeństwo. Dalsze więzienie kard. Wyszyńskiego stało się dla partii coraz bardziej kłopotliwe. Podjęto decyzję o jego uwolnieniu.

26 października 1956 r. do Komańczy przyjechali wysłannicy Gomułki: Zenon Kliszko i Władysław Bieńkowski. W rozmowie z Prymasem stwierdzili, że konieczny jest jego jak najszybszy powrót do Warszawy i objęcie urzędowania. „Jestem tego zdania od trzech lat, że miejsce Prymasa Polski jest w Warszawie" - odrzekł kard. Wyszyński. Zgodził się na powrót do stolicy, ale postawił m.in. następujące warunki: zniesienie dekretu o obsadzaniu stanowisk kościelnych, powrót biskupów do macierzystych diecezji, wznowienie prac Komisji Mieszanej, przywrócenie wydawania prasy katolickiej.

Władze zgodziły się na te warunki. 28 października 1956 r. Prymas wrócił do Warszawy. Wcześniej chciał jeszcze nawiedzić Jasną Górę, ale na to nie zgodzili się wysłannicy Gomułki, którzy nalegali, aby z uwagi na napiętą sytuację w kraju bez zwłoki przyjechał do stolicy. Wieść o jego powrocie szybko się rozniosła. Ludzie zaczęli przybywać na Miodową, aby przywitać swojego Pasterza. Stali na dziedzińcu Domu Arcybiskupów Warszawskich, a Prymas co pół godziny wychodził na balkon, mówił kilka zdań, dziękował za wsparcie i modlitwę, błogosławił. Słychać było okrzyki radości, śpiewano „My chcemy Boga". Zdjęcia z tego wydarzenia szybko pojawiły się w zagranicznych agencjach prasowych i obiegły cały świat.

Kilka dni później Prymas pojechał na Jasną Górę, aby podziękować za uwolnienie, ale również za trudny czas uwięzienia. „Jest to bowiem chwila bardzo wielka i bardzo doniosła: spotkania z moją najlepszą Panią, Matką Jasnogórską, Dziewicą Wspomożycielką, która była mi wszystkim w trudnych, lecz zaszczytnych dniach mojego więzienia, gdy Prymasowi Polski dana była radość dla imienia Bożego zelżywość cierpieć. Ta, przed obliczem której teraz stoję, była mi przez cały ten czas mocą i wytrwaniem, światłem i oparciem, pociechą, nadzieją i pomocą nieustanną - prawdziwą Dziewicą Wspomożycielką (...)! Pomogła mi przetrwać wszystko, co z ręki najlepszego Ojca mnie spotkało. Dzięki Niej jestem tu teraz wśród Was! Przybywam do Niej jako pokorny pielgrzym, aby Jej przynieść trud i cierpienie trzech lat mego doświadczenia i złożyć w Jej macierzyńskie dłonie moją synowską wdzięczność, zarówno za lata udręki, jak i za moją znowu wśród Was obecność" - mówił kard. Wyszyński na Jasnej Górze.

Dziękował również wszystkim wiernym i paulinom: „Czyż trzeba wam dziękować za to, że w tej kaplicy modliliście się wytrwale, bez przerwy, z wiarą i ufnością, z cnotliwym uporem? Przecież wiem o tysiącznych mszach świętych w mojej intencji, o modlitwach i różańcach bez końca, o nocnych czuwaniach...Jest mi również wiadome, jak wy, ojcowie, od początku przyznawaliście się odważnie do waszego konfratra, który był w więzieniu. Czyniliście to wtedy, gdy w Polsce wszystko zamilkło przerażone i strwożone, w atmosferze terroru tamtego okresu. Wy nie zamilkliście!"

Był to moment wyjątkowy. Komuniści zdawali sobie sprawę, że przegrali tę bitwę: musieli wypuścić Prymasa z więzienia i to w dodatku na jego warunkach. Wyszyński był teraz bohaterem narodowym, a to na pewno nie było celem władz partyjnych. Ale Prymas unikał triumfalizmu. W 1969 roku pisał w Testamencie: „Uważam sobie za łaskę, że mogłem dać świadectwo Prawdzie jako więzień polityczny przez trzyletnie więzienie, i że uchroniłem się przed nienawiścią do moich Rodaków sprawujących władzę w państwie. Świadom wyrządzonych mi krzywd, przebaczam im z serca wszystkie oszczerstwa, którymi mnie zaszczycili".

Prymas starał się uspokajać nastroje społeczne. „Kiedy Wyszyński wyszedł z więzienia, mógł nawet zagrzać naród do walki, i Polacy wyszliby na ulice. Ale on nigdy się na to nie zdecydował. Jego rozważne, pozbawione triumfalizmu zachowanie pozwoliło uniknąć rozlewu krwi w Polsce. A powrót na Miodową okazał się nie tylko osobistym zwycięstwem Wyszyńskiego, lecz także zwycięstwem prowadzonej przez niego polityki. Ta polityka, z jednej strony sprzeciwu, a z drugiej zachowania ładu społecznego, pozostała obecna w jego nauczaniu do końca" - mówi historyk ks. Andrzej Gałka w książce Mileny Kindziuk Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski.

Po uwolnieniu z więzienia główną troską Prymasa Wyszyńskiego było umocnienie i pogłębienie wiary w narodzie. Wzywał do jedności. W życzeniach na nowy 1957 rok mówił: „Czy zdołam wyliczyć, czego życzę Polsce na nowy rok? Nie tylko na rok najbliższy, ale na zawsze życzę mej Ojczyźnie, by wszystkie jej dzieci gotowe były oddać Polsce wszystką krew swoją, wszystkie moce rozumu i dobrej woli w rzetelnej pracy. Życzę, by Naród zdołał przezwyciężyć wszystko, co mogłoby jeszcze utrudniać umacnianie duchowej jego zawartości, co mogłoby dzielić i żywić wzajemną nieufność. Największą siłą polityczną Narodu jest przecież jego duchowa zwartość".

Aktywność Prymasa była imponująca. Nie oszczędzał się. Od rana do wieczora ciężko pracował. Odwiedzał niezliczone parafie, odprawiał Msze św., bierzmował, głosił kazania, przemówienia do różnych grup społecznych. Wszędzie witały go tłumy ludzi, czasami nie mógł nawet przejść z samochodu do kościoła, bo droga była zablokowana przez napierających wiernych. Każdy chciał zobaczyć go z bliska, poprosić o błogosławieństwo, a może nawet, jeżeli dopisze szczęście, zamienić dwa słowa.

Kard. Wyszyński wszędzie głosił Jezusa Chrystusa. „Z przesłaniem ewangelicznej nadziei i wołaniem o poszanowanie godności ludzkiej starał się dotrzeć do każdego człowieka. Członkom różnych grup zawodowych i społecznych głosił konferencje, m.in. na zakończenie rekolekcji wielkopostnych czy podczas pielgrzymek organizowanych w sanktuarium na Jasnej Górze. (...) Prymas przyjmował również wiernych w swej rezydencji prymasowskiej w Gnieźnie oraz w Domu Arcybiskupów Warszawskich na spotkaniach świątecznych, np. na opłatku. Szczególną troską obejmował ludzi młodych. Interesował się ich życiem, problemami, a oni z entuzjazmem odpowiadali na wyrazy prymasowskiego zainteresowania, byli wdzięczni za poświęcony im czas i pomoc, często także materialną. (...) Prymas zachęcał wiernych do głębszego zaangażowania, pogłębienia życia religijnego. Pokazywał możliwości, jakie stają przed świeckimi w Kościele, w życiu rodzinnym i zawodowym" - piszą Rafał Łatka i ksiądz Dominik Zamiatała w publikacji Kardynał Stefan Wyszyński 1901-1981.