Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Kard. Stefan Wyszyński. Kontynuacja cyklu

Kard. Stefan Wyszyński. Kontynuacja cyklu

 Kontynuujemy cykl poświęcony kard. Stefanowi Wyszyńskiemu. Poprzednio opisywaliśmy jego aktywność na Soborze Watykańskim II.

„Gdy wróciłem do Polski, przywitano mnie całym tym jazgotem, tym krzykiem i hałasem (...). Jestem przekonany, że na to, co dziś przeżywam, nie zasłużyłem sobie w mojej Ojczyźnie. Ale jeżeli tak się dzieje, to w imię Boże wszystkim swoim oszczercom - bo inaczej ich nazwać nie mogę - przebaczam" - mówił Prymas po powrocie z Soboru.

Co kard. Wyszyński miał na myśli mówiąc te słowa? Chodziło o rozpętaną przez władze pełną nienawiści, niezwykle ostrą kampanię przeciwko orędziu biskupów polskich do niemieckich z 18 listopada 1965 r., w którym znalazły się słynne słowa: „W tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu, wyciągamy do Was, siedzących tu na ławach kończącego się Soboru, nasze ręce oraz udzielamy wybaczenia i prosimy o nie. A jeśli Wy, niemieccy biskupi i Ojcowie Soboru, po bratersku wyciągnięte ręce ujmiecie, to wtedy dopiero będziemy mogli ze spokojnym sumieniem obchodzić nasze Millennium w sposób jak najbardziej chrześcijański".

Na celowniku komunistów znalazł się oczywiście przede wszystkim sam Prymas, ale i inni polscy biskupi. Co więcej, władzom udało się w pewnym stopniu podkopać w społeczeństwie polskim zaufanie do kard. Wyszyńskiego. A na tym im niezwykle zależało. Sprawić, że wierni opowiedzą się przeciwko Prymasowi? To było marzenie rządzących Polską.

Tymczasem Polacy, mający jeszcze świeżo w pamięci niemieckie zbrodnie i zniszczenie swojej Ojczyzny, wciąż opłakujący poległych na tej wojnie bliskich, bombardowani komunistyczną propagandą, po prostu nie do końca rozumieli treść i sens wspomnianego orędzia. Kiedy przeczytali, że oto biskupi polscy udzielają biskupom niemieckim przebaczenia i proszą o nie, spontanicznie pytali: - Dlaczego prosimy Niemców o przebaczenie? W czym im zawiniliśmy?

W całej Polsce władze organizowały masówki i wiece, które odbywały się pod hasłem: „Nie przebaczamy i nie prosimy o przebaczenie".

 „Władze bardzo umiejętnie wykorzystały autentyczne oburzenie orędziem dużej części społeczeństwa. To była pierwsza po wojnie akcja władz przeciwko Kościołowi, w której katolicy nie stanęli wiernie przy Kościele. Orędzie bardzo wysoko postawiło poprzeczkę ludziom (...). Rany zadane przez Niemców nie były jeszcze zabliźnione" - podkreśla Ewa Czaczkowska w książce Kardynał Wyszyński.

Kard. Wyszyński był jednym z inicjatorów powstania listu, chociaż wiadomo, że przede wszystkim ogromną rolę odegrał tu abp Bolesław Kominek, ordynariusz wrocławski, wielki orędownik pojednania polsko-niemieckiego. Sprzyjały temu też rozmowy biskupów polskich i niemieckich podczas Soboru. Było to też zgodne z polityką Watykanu. Paweł VI pragnął normalizacji stosunków politycznych między Niemcami i Polską, a dzięki temu mogłaby być ewentualnie uregulowana sytuacja Kościoła na naszych Ziemiach Zachodnich. Podobne cele miał Prymas Tysiąclecia.

„Kard. Wyszyński zaangażował się w przygotowanie listu i rozpoczęcie dialogu z Kościołem niemieckim z dwóch powodów. Pierwszy miał charakter religijno-moralny. List, proponując wybaczenie i pojednanie, podjęcie dialogu i lepsze wzajemne poznanie, wyrastał z atmosfery Soboru Watykańskiego II oraz przygotowań do milenium chrztu Polski, które miały być swoistym rachunkiem sumienia narodu. Drugi motyw był polityczno-kościelny. Prymas od kilkunastu już lat starał się w Watykanie o utworzenie na Ziemiach Zachodnich i Północnych stałych diecezji. Prawdopodobnie doszedł do wniosku, że gdyby udało mu się przekonać biskupów niemieckich do uznania granicy na Odrze i Nysie, wówczas miałby nowy argument w rozmowach z Watykanem. Co więcej, ewentualna zmiana postawy polityków niemieckich pod wpływem działań biskupów i rozpoczęcie dialogu polsko-niemieckiego byłyby ogromnym sukcesem Kościoła w Polsce, który w ten sposób wzmocniłby swoją pozycję wobec władz PRL" - pisze Ewa Czaczkowska i zaznacza, że proponowanie innym, by wybaczyli, wymagało przede wszystkim woli przebaczenia ze swej strony.

Na polskie orędzie biskupi niemieccy odpowiedzieli listem z 5 grudnia 1965 r. „Nie zaakceptowali jednak otwarcie kształtu powojennych granic, a wątek wzajemnego wybaczania win został potraktowany dość zdawkowo. List biskupów niemieckich rozczarował polską stronę, która liczyła na bardziej śmiałe i jednoznaczne deklaracje. Warto jednak przy tym pamiętać, że Kościół katolicki w Niemczech nie miał tak ważnej pozycji, jak w Polsce, skupiając mniej niż połowę populacji" - podkreśla Łukasz Wojtach na stronie internetowej Muzeum Historii Polski.

Trzeba również zaznaczyć, że biskupi naszych zachodnich sąsiadów chcieli uniknąć napięć społecznych. W społeczeństwie niemieckim, co dla nas może być dziś szokujące, dominował bowiem wówczas pogląd, że Niemcy podczas wysiedleń doznali od Polaków większych krzywd niż Polacy podczas niemieckiej okupacji.