Strona główna  /  Z życia Kościoła  /  Rok 2026  /  Dialog chrześcijańsko-żydowski w Polsce

Dialog chrześcijańsko-żydowski w Polsce

Dialog chrześcijańsko-żydowski w Polsce jest parodią - uważa wybitny biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski, laureat prestiżowej Nagrody Ratzingera, zwanej Noblem z teologii.

Udzielił on KAI bardzo interesującego wywiadu, w którym obalił kilka mitów dotyczących relacji chrześcijańsko-żydowskich. Przede wszystkim przypomniał, że obecnie funkcjonujący judaizm rabiniczny nie jest kontynuacją judaizmu biblijnego, ponieważ powstał w ostrej opozycji wobec nauczania Jezusa Chrystusa.

„Sprzeciw i wrogość wobec Jezusa pojawiły się za Jego życia i skumulowały w skazaniu Go na śmierć. W wydarzeniach, które zdecydowały o Jego losie, uczestniczyli przede wszystkim członkowie własnego narodu, czyli Żydzi, a na drugim planie Rzymianie. Po pojmaniu Jezusa nastąpiło sprytne przeniesienie perspektywy religijnej u Kajfasza i przed Sanhedrynem na perspektywę polityczną u Piłata, co zresztą będzie się powtarzało do naszych czasów. Tak więc to są korzenie judaizmu rabinicznego, który w znacznej mierze wyrósł ze stronnictwa czy ugrupowania, które otrzymało nazwę faryzeuszy” – mówi ks. Chrostowski. Podkreśla, że od mniej więcej 30 lat, od kiedy zaczął o tym otwarcie mówić, małe, ale krzykliwe grono, które monopolizuje w Polsce relacje z Żydami, nazywając je dialogiem, nie zdobyło się na jakikolwiek dialog wewnątrz Kościoła.

„Przecież to, o czym rozmawiamy, jest i powinno być tematem poważnej refleksji najpierw w Kościele. Porozmawiajmy między sobą i ze sobą, wyjaśnijmy trudne (a czasami wcale nie takie trudne) kwestie teologiczne, i dopiero wtedy, gdy zdamy sobie sprawę z tego, kim naprawdę jesteśmy, prowadźmy rzetelny dialog. Tylko wtedy bowiem ma on sens. W przeciwnym wypadku, i tak oceniam stan aktualny, trwa i nasila się parodia dialogu. Ciągle zajmuje się nim bardzo wąskie grono tych samych osób, które powtarzają dwa, zresztą przekręcone, zdania z nauczania Jana Pawła II” – wyjaśnia biblista.

Chodzi o kontrowersje wokół tego, czy Żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze. Otóż - jak wyjaśnia ks. profesor - naszymi starszymi braćmi są ci Żydzi, którzy przyjęli Jezusa. To są nasi starsi bracia! Ci natomiast Żydzi, którzy Jezusa nie przyjęli, nie są naszymi starszymi braćmi. Co prawda łączy nas korzeń, jakim jest Stary Testament, jednak zupełnie inaczej odczytywany. My odczytujemy go w pespektywie chrystologicznej, oni w pespektywie antychrystologicznej, przeciwko Chrystusowi.

Gdyby Żydzi mieliby być naszymi starszymi braćmi w wierze, to oznaczałoby to, że rezygnujemy ze Starego Testamentu; uznajemy, że jedynymi kontynuatorami i spadkobiercami Starego Testamentu są Żydzi, a my się tam tylko na jakimś etapie «podłączyliśmy». A przecież nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów! Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego, czyli od tych, którzy w Chrystusa uwierzyli i Go wyznawali. Gdybyśmy oczekiwali, że Żydzi, którzy odrzucili Jezusa, dadzą nam Stary Testament, byłby to Stary Testament wybrakowany, przepuszczony przez filtr silnej antychrystologicznej i antychrześcijańskiej interpretacji.

„W judaizmie rabinicznym jest ogromny potencjał antychrześcijańskości, lecz przez te kilkadziesiąt lat «dialogu» zrobiono bardzo mało, aby tę sytuację zmienić. W wielu środowiskach żydowskich, takich jak ortodoksi czy ultraortodoksi, nie wykonano w tym kierunku ani jednego kroku. Jesteśmy przez nich postrzegani i traktowani jak poganie. Do kontaktów z nami garną się nieliczni z żydowskich środowisk reformowanych i liberalnych, których poglądy i postawa nie mają przełożenia na ich współwyznawców” – tłumaczy ks. Chrostowski.

Kiedy przed laty inicjował Dzień Judaizmu w Kościele katolickim, jego założeniem było m.in. wyjaśnianie naszej tożsamości. Wielu katolikom wydawało się wtedy, że być Żydem to znaczy być wyznania Mojżeszowego. Należało więc tłumaczyć, że wraz z Jezusem Chrystusem na tym korzeniu religii biblijnego Izraela, którego świadectwem są pisma Starego Testamentu, wyrosły dwie rzeczywistości: chrześcijaństwo oraz judaizm rabiniczny.

„Paradoks polega na tym – zaznacza ks. Chrostowski - że chrześcijaństwo jest pod wieloma względami bliższe instytucji i przesłania Starego Testamentu niż judaizm rabiniczny. W chrześcijaństwie są instytucje, które istniały w Starym Testamencie – świątynia, ofiary, kapłani, natomiast w judaizmie rabinicznym tego wszystkiego nie ma. Dlatego nie jest to stricte religia Mojżeszowa. Oczywiście, ona odwołuje się do Mojżesza, tak jak my się odwołujemy, ale Mojżesz i cały Stary Testament to jest wspólne dziedzictwo – chrześcijaństwa i judaizmu. Po dobrym początku od około 20 lat w Dniach Judaizmu dominuje perspektywa historyczna, bardzo często upraszczana i wypaczana, oraz ponawiane zmuszanie katolików i Polaków do nieustannego bicia się w piersi.

Powiem więcej: kiedy przez ostatnie ponad dwa lata trwa krwawa rozprawa z mieszkańcami Gazy i Autonomii Palestyńskiej, gdzie w bestialski sposób zostało zamordowanych kilkadziesiąt tysięcy ludzi, setki tysięcy zostało kalekami, a 2 miliony wyrzucono z domu, te fakty nie miały żadnego przełożenia ani oddźwięku w dialogu polsko-katolicko-żydowskim. Mało tego, niektórzy jego przedstawiciele mówią, że trzeba zdecydowanie odróżnić perspektywę religijną od perspektywy politycznej. Twierdzą: my zajmujemy się tym, co religijne, natomiast tym, co polityczne nie. Ale przecież ludobójcza polityka prowadzona przez Izrael wobec ludności arabskiej, muzułmańskiej i chrześcijańskiej, ma podtekst i uzasadnienie religijne. W styczniu tego roku na centralnych obchodach Dnia Judaizmu, w Płocku, obecny był ambasador Izraela. Czy to jest perspektywa religijna czy polityczna? To wszystko daje do myślenia, ale jest wypierane ze społecznej świadomości”.

Warszawski biblista ubolewa, że nie ma rzetelnego spojrzenia na relacje z Żydami i judaizmem ani szczerej rozmowy wewnątrz Kościoła na ten temat. A Dzień Judaizmu od kilkunastu lat nabrał rumieńców politycznych, kulturowych, ekonomicznych i często z perspektywą religijną i teologiczną nie ma wiele wspólnego. To, że odbywa się w kościołach, niczego nie zmienia. To, że spotyka się ze sobą rabin i ksiądz czy rabin(ka) i biskup nie oznacza, że to już jest dialog.

„Cóż, spotkają się, zjedzą to, co nazywają koszernym jedzeniem, porozmawiają i powiedzą, że mamy siebie nawzajem słuchać. Brzmi to pięknie, z tym, że przypomina słuchanie radia i nie ma przełożenia na to, co jest naprawdę ważne dla wiernych oraz ich wiary w Boga, który objawił siebie w Jezusie Chrystusie” – podsumowuje ten temat ks. Chrostowski.

Pytany o kwestie ekumeniczne podkreślił, że ekumenizm jest potrzebny najpierw w obrębie samego Kościoła katolickiego, dlatego, że są w nim nurty, poglądy, tendencje i napięcia, które nas bardzo różnią między sobą.

„Na pewno trzeba budować jedność w różnorodności, ale ta różnorodność ma swoje granice. Są one wytyczone przez zasady wiary chrześcijańskiej, przede wszystkim przez objawienie się Boga w Jezusie Chrystusie, dzięki któremu wyznajemy, że Bóg jest Ojcem i Synem, i Duchem Świętym, a także przez żywą wiarę w zmartwychwstanie Jezusa i Jego realną obecność w Eucharystii. Ale co do tych prawd wiary, bardzo różnimy się z protestantami, co przenosi się na sakramenty święte i kapłaństwo. Są zatem sprawy, które nas bardzo różnią i nie wygląda na to, żeby te różnice zostały przezwyciężone.

W tych warunkach ekumenizm polega więc na tym, żebyśmy unikali takich sporów, konfrontacji i waśni, które zaciemniają wiarygodność dawania świadectwa Chrystusowi. Żebyśmy – mając świadomość różnorodności i odmienności, jakiej nie da się przezwyciężyć w dyskusjach – wobec świata, który wymaga spójnego świadectwa wiary występowali jako bracia i siostry” – mówi ks. profesor. Zaznacza, że nie da się stworzyć jakiegoś świata jednorodnego, bo zawsze będzie on zróżnicowany pod względem płci, wieku, wykształcenia, możliwości umysłowych, intelektualnych, duchowych, itd. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że ludzie w swoich poglądach i sposobie wyznawania wiary różnią się między sobą. Gorzej, jeżeli te różnice są przekuwane we wrogość.

Odnosząc się do problemu dużego spadku powołań kapłańskich ks. Chrostowski przypomniał, że w latach 70. 80. i 90. mieliśmy pełne seminaria. Każdego roku było święconych tysiące księży, budowaliśmy kościoły i wszystkie były obsadzone, księży nie brakowało.

„No i co się stało? – pyta ks. profesor. - Zmarł Jan Paweł II, rozpoczęły się różnego rodzaju nagonki na Kościół i ci, którzy tak licznie pielgrzymowali do Rzymu, w tym duchowni, i mają fotografię z Janem Pawłem II w swoich domach i plebaniach, uznali nagle, że to przestaje mieć znaczenie i zapomnieli o tym, co przeżyli. Duża liczba księży nie przełożyła się też na jakość duszpasterstwa ani jego skuteczność.

Jeżeli zatem mamy teraz małą liczbę kandydatów do kapłaństwa, trzeba ze wszech miar zachęcić ich, przekonać i zaświadczyć, że bycie księdzem jest czymś szlachetnym i pięknym. Przecież obraz księdza został zohydzony, oszpecony, obrzydzony i wypaczony. Wizerunek księdza z początków mojego kapłaństwa, czyli sprzed pół wieku, i ten dzisiejszy, to coś diametralnie innego. Wytworzono takie stereotypy księdza, siostry zakonnej czy zakonnika, że pójście do seminarium i bycie młodym księdzem graniczy z heroizmem. To wszystko działo się i nadal się dzieje, niestety, z udziałem pewnej części ludzi Kościoła. Przy naszym milczeniu zrobiono wiele, żeby odjaniepawlić Kościół w Polsce. Głośnych protestów ze strony hierarchii i  duchowieństwa nie było. No więc odjaniepawlanie trwa.

Nie możemy poprzestawać na statystykach i socjologii, lecz podjąć teologiczny, religijny obrachunek z przeszłością, którą przeżyliśmy jako dwa czy trzy ostatnie pokolenia. Trzeba to zrobić po to, żeby na tym fundamencie kształtować przyszłość. Bardzo ważne też jest, żeby zaprzestać zohydzania wizerunku kapłana jako tego, kto zagraża dzieciom i młodzieży. Tymczasem każdy przypadek nadużyć, które niestety się zdarzają, jest zwielokrotniany przez nagłaśnianie go i powtarzanie. Nie brakuje też przykładów ogromnej krzywdy wyrządzonej wielu biskupom i księżom, która nie została naprawiona”.