Strona główna  /  Z życia Kościoła  /  Rok 2026  /  Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Ks. Jerzy Popiełuszko nie zginął 19 października 1984 r., ale dopiero sześć dni później. I nie na tamie we Włocławku, tylko w bunkrze wojskowym w Kazuniu Polskim. Oskarżani w procesie toruńskim tylko go porwali i nie przewozili w bagażniku. Niedługo potem ks. Jerzego przejęli funkcjonariusze służb wojskowych. I wcale nie chcieli go zabić – takie rewelacje ujawnia w cyklu wywiadów na portalu niedziela.pl prokurator Andrzej Witkowski.

Wywraca to do góry nogami całą dotychczasową narrację o ostatnich godzinach życia bł. ks. Popiełuszki. Zeznania w procesie toruńskim były fałszywe, prawdziwych morderców nie osądzono, a wiele z dotychczasowych biografii ks. Jerzego opisuje po prostu wydarzenia, których nie było. Jedna z najbardziej znanych badaczek życia ks. Popiełuszki – Milena Kindziuk, właśnie pracuje nad zupełnie nową, dwutomową biografią ks. Jerzego, uwzględniającą już nowe ustalenia. To właśnie ona jest autorką cyklu wywiadów z prok. Witkowskim, które można przeczytać na portalu Tygodnika „Niedziela”.

Prokurator Witkowski prowadził w sprawie uprowadzenia i śmierci ks. Popiełuszki dwa postępowania: w latach 1990–1991 – z ramienia Prokuratury w Ministerstwie Sprawiedliwości oraz w latach 2002–2004 – w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej. Potem cały czas gruntownie badał tę sprawę. Zgromadził wiele dowodów, które potwierdzają jego wersję: dokumenty, analizy, relacje świadków, materialne przedmioty i miejsca, a także kolejne ekspertyzy.

„Dziś ma chyba największą wiedzę na ten temat, o czym przekonałam się także po przeprowadzeniu z nim serii wywiadów. Dlatego po zapoznaniu się z nowymi materiałami, po trzydziestu latach kwerend, konfrontowania źródeł i badań, które prowadzę nad życiem, działalnością oraz męczeńską śmiercią ks. Jerzego, czuję się w obowiązku już nie powtarzać przyjętej dotąd narracji, choć wiem, że narusza to utrwalony symboliczny porządek pamięci. I nie chodzi tu o inną interpretację wydarzeń, lecz o zgodność albo niezgodność faktów. Chodzi o nowy stan badań, który stanowczo podważa opowieści utrwalone w procesie toruńskim” – mówi Milena Kindziuk w wywiadzie dla KAI.

Wersja wydarzeń przekazana przez prok. Witkowskiego jest następująca:

19 października 1984 r. wieczorem ks. Jerzy Popiełuszko odprawił Mszę św. w Bydgoszczy, a następnie, około godz. 21.20 udał się w drogę do Warszawy wraz z kierowcą Waldemarem Chrostowskim. Za nimi służbowym Fiatem 125p ruszyli porywacze: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski. Za nimi z kolei wyjechał w trasę trzeci samochód należący do wojskowych służb obserwacyjnych. Porywacze więc byli tylko „słupami” pod nieustanną obserwacją służb, które w odpowiednim momencie miały wkroczyć do akcji. I tak się stało. W Górsku Piotrowski, Pękala i Chmielewski zatrzymali samochód z ks. Popiełuszką i siłą doprowadzili go do samochodu służb wojskowych, a tam wsadzili na tylne siedzenie. Nie było więc żadnego przewożenia księdza w bagażniku Fiata.

Potem służby przewiozły ks. Jerzego do Kazunia, gdzie umieścili go w bunkrze i przez sześć dni torturowali. Chcieli zwerbować go do współpracy.

„Jak ustalił prok. Witkowski, po uprowadzeniu ksiądz miał zostać tam poddany szantażowi na podstawie spreparowanych fałszywek przygotowanych wcześniej przez Grzegorza Piotrowskiego. Jeżeli to by nie pomogło i wciąż by odmawiał podpisania zobowiązania do współpracy, oprawcy mieli zastosować wobec niego tortury fizyczne. To wskazuje też na to, że celem porwania nie było zabicie księdza, ale pozyskanie go do współpracy ze służbami. Gdyby chciano go od razu zabić, uczyniono by to tak, że najprawdopodobniej nikt nigdy nie znalazłby ciała. (…)

Przeprowadzone przeze mnie wywiady z prok. Andrzejem Witkowskim, a także jego książki dowodzą, że wątek kazuński sam się uzasadnia na podstawie dokumentów oraz z łańcucha przesłanek: rekonstrukcji operacji porwania księdza, analizy jego obrażeń oraz plam pośmiertnych na ciele Popiełuszki, a także z zeznań świadków i wielu innych danych. Innymi słowy, wynika to z materiału, który wymusza ponowne pytania o czas, miejsce i sprawstwo zbrodni na ks. Jerzym. To wszystko, w mojej ocenie, powinno zostać procesowo zweryfikowane, a same bunkry powinny zostać poddane stosownym czynnościom procesowym. Obecnie przecież istnieją bardzo wysublimowane metody identyfikacji śladów kryminalistycznych, nawet sprzed wielu lat. Dopiero ewentualne wyniki szczegółowych badań dostarczyłyby podstaw do formułowania dalszych, jeszcze bardziej kategorycznych wniosków” – mówi Milena Kindziuk we wspomnianym wywiadzie.

To wszystko nie oznacza jeszcze, że wersja prok. Witkowskiego jest w stu procentach prawdziwa. Wymaga to dalszych badań. Wydaje się jednak, że tak właśnie było, jak twierdzi pan prokurator.