Strona główna  /  Kronika Federacji  /  Rok 2026  /  Trudne pytania cz. 2

Trudne pytania cz. 2

Czy za przyjmowanie Komunii św. na rękę grozi piekło?

 

Najpierw pewien obrazek. Kościół w centrum Warszawy. Msza św. w dzień powszedni, niewielka liczba wiernych. Większość przyjmuje Komunię św. do ust, ale kilka osób na rękę. Wśród tych ostatnich młody człowiek, który po Mszy św. został zaczepiony w przedsionku kościoła przez starszą kobietę, której w ogóle nie znał.

- Czy możemy porozmawiać? – zapytała podniesionym głosem.

- Oczywiście – odpowiedział młody człowiek.

- Czy kocha pan Pana Jezusa? (sic!)

- To dość intymne pytanie, ale tak, kocham Jezusa.

- W takim razie – ton kobiety stał się wręcz agresywny – nie wolno panu przyjmować Ciała Pańskiego na rękę. Tylko na klęcząco i do ust!

- Ale przecież nasz Episkopat zezwolił na przyjmowanie na rękę – młody człowiek próbował się bronić.

- Nie cały! – kobieta była już po prostu werbalnie agresywna. – Idziemy w modernizm. Za to pójdzie pan do piekła.

- Być może – odrzekł łagodnie młody człowiek – ale nawet jeżeli, to na pewno nie za przyjmowanie Komunii św. na rękę.

Ta autentyczna historia (i nie był to jednostkowy przypadek) pokazuje pewien paradoks. Pobożne kobiety, uczestniczące w Eucharystii nawet codziennie, nagle zamieniają się w tropicielki zła, niemalże w inkwizytorów, i wysyłają innych do piekła. Podczas udzielania Komunii św. zbliżają się do prezbiterium i uważnie obserwują osoby przyjmujące Ciało Chrystusa. Następnie wyławiają delikwenta, który ośmielił się przyjąć na rękę, i po Mszy św. prowadzą z nim taki idiotyczny dialog, jak wyżej, lub podobny. Są przy tym spięte, agresywne werbalnie, pełne złości. O co tu tak naprawdę chodzi? Skąd ten lęk, który oczywiście ukrywa się za tą złością? Może jest to nieuświadomiony lęk przed… Bogiem?

W pierwszych ośmiu wiekach chrześcijaństwa przyjmowanie Ciała Chrystusa na dłonie było powszechną praktyką. Co więcej, niekiedy chrześcijanie mogli zabierać Najświętszy Sakrament do swych domów, dla chorych. Mówią o tym świadectwa Ojców Kościoła.

Św. Cyryl Jerozolimski nauczał: „Podstaw dłoń lewą do prawej niby tron, gdy masz przyjąć Króla. Do własnej ręki przyjmij Ciało Chrystusa i powiedz Amen. Uświęć też ostrożnie oczy swoje przez zetknięcie ich ze świętym Ciałem, bacząc, byś zeń nic nie uronił. A kiedy już spożyłeś Ciało Chrystusa, przystąp do kielicha Krwi. Nie wyciągaj tu rąk, lecz skłoń się ze czcią, mówiąc w hołdzie Amen. Kiedy twe wargi są jeszcze wilgotne, dotknij ich rękami i uświęć nimi oczy, czoło i inne zmysły”.

Co ciekawe, wielki Ojciec Kościoła radzi nie tylko brać Ciało Pańskie do ręki, ale również dotykać postaciami eucharystycznymi oczu, czoła, innych zmysłów. Pierwsi chrześcijanie doskonale rozumieli, że Jezus chce wejść w kontakt z całym człowiekiem, a więc i całym ciałem. I nie ma w tym ciele części lepszych czy gorszych, czystych czy nieczystych.

W IX w. praktyka udzielania Komunii na rękę zanikła. W całym Kościele, zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie, przyjął się zwyczaj podawania Komunii Świętej bezpośrednio do ust. Obawiano się, że Komunia na rękę będzie osłabiała cześć dla Eucharystii i zwiększała niebezpieczeństwo profanacji. W 1989 roku Konferencja Episkopatu Włoch przypomniała wiernym, którzy przyjmują Komunię na rękę, żeby wcześniej umyli te ręce. I słusznie. Można jednak zapytać, dlaczego przyjmującym Komunię do ust nie przypomniano o konieczności zachowania higieny jamy ustnej.

„Skąd bierze się mentalność, która każe ludziom patrzeć podejrzliwie na ludzkie ręce? Spotkałem się nawet z takim poglądem, że celibat księży ma ustrzec między innymi przed tym, aby te same ręce nie dotykały Ciała Pańskiego i ciała kobiety. Skąd ten manicheizm, z jednej strony, i hipokryzja z drugiej?” – dziwi się o. prof. Dariusz Kowalczyk SJ w książce Między dogmatem a herezją. I dodaje, że oczywiście można grzeszyć używając rąk, ale częściej grzeszymy językiem.

„Liturgiczne znaki i gesty powinny charakteryzować się pięknem. (…) Z tego punktu widzenia i pozostając na poziomie mentalności przeciwnej rękom, Komunia na rękę – jak się zdaje – jest czymś zdecydowanie lepszym od Komunii do ust. Tej ostatniej brak zewnętrznego piękna. Wierni niejednokrotnie przyjmują różne dziwne pozycje przy przyjmowaniu Komunii na język: przekrzywiają się, dygają, robią nagłe ruchy itp. Zbytnio wystawiony język czasem śmieszy, a czasem budzi mało estetyczne odczucia. Podobnie jest przy demonstrowaniu niepełnego i zaniedbanego uzębienia. Przy komunikowaniu wielu osób nie do uniknięcia jest kontakt z językiem i śliną niektórych z nich. Niekiedy przenosi się ślinę z ust do ust. Znam księży, którzy – chcąc temu zapobiec – wycierają palce o ornat. Powyższe okoliczności w żadnej mierze nie prowadzą do głębszej czci dla Eucharystii. (…) Postawa stojąca z dłońmi przygotowanymi na przyjęcie Ciała Chrystusa jest pełna wymowy i godności. Poza tym ten sposób udzielania Komunii jest po prostu naturalny i praktyczny” – pisze o. Kowalczyk.

I podkreśla, że mając wieloletnie doświadczenie udzielania Komunii na rękę we Włoszech, nie zauważył jakichkolwiek oznak zmniejszania się czci i szacunku należnych Eucharystii. A wręcz przeciwnie, tego rodzaju sposób przyjmowania Komunii pomagał wielu osobom odkryć paschalny sens i głębię Mszy św. W czym lepszy jest nasz język, przełyk i żołądek od naszych rąk?

Przeciwnicy Komunii na rękę argumentują, że tylko kapłan, mając namaszczone ręce, może dotykać nimi Ciała Chrystusa. Ale przecież w sakramencie chrztu każdy z nas został namaszczony, aby być świątynią Ducha Świętego.

Przez charakter sakramentalny chrztu i wszczepienie w Chrystusa – Najwyższego Kapłana, mamy udział w powszechnym kapłaństwie ludu Bożego. W pewnym sensie więc każdy z nas jest kapłanem. Kiedy np. gromadzimy się na Eucharystii, również my ją sprawujemy. Jeden z nas, uprzednio wybrany i przygotowany przez Kościół, na mocy władzy święceń sprawuje przy ołtarzu święte czynności, ale to nie znaczy, że jest lepszy, doskonalszy od nas, świeckich. Po prostu pełni służbę w naszej wspólnocie, w imieniu i w osobie Chrystusa-Głowy.

Nasze kapłaństwo widać szczególnie w tym momencie Mszy św., kiedy kapłan w trakcie modlitwy nad darami zwraca się do wiernych słowami: „Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec wszechmogący”. Ofiarujemy Bogu nie tylko nasze intencje, trudy, różne cierpienia, ale przede wszystkim samego Syna Bożego. Bo to przecież o Nim celebrans mówi: „moja i wasza ofiara”.

A wierni odpowiadają celebransowi: „Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich, na cześć i chwałę swojego imienia, a także na pożytek nasz i całego Kościoła świętego”. Warto, żeby ten moment Eucharystii nam nie umknął, żeby te słowa (i nie tylko te) wypowiadać nie mechanicznie, ale ze świadomością, co one znaczą.

Ale wspólnym mianownikiem tego wszystkiego jest właśnie chrzest. Bez niego nie byłoby możliwe przyjęcie żadnych innych sakramentów, w tym oczywiście sakramentu kapłaństwa.

Podsumowując. Można przyjmować Komunię Świętą na stojąco, na klęcząco, do ust lub do ręki. Żadna z tych postaw nie jest ani lepsza, ani gorsza. A przede wszystkim najważniejsza jest postawa wewnętrzna. Można bowiem przyjąć niegodnie, świętokradczo Komunię, nawet jeżeli przyjmuje się na klęczkach i do ust. Jest tak, kiedy przyjmuje się Ciało Chrystusa w stanie grzechu ciężkiego, mechanicznie, bez należytego szacunku, bez wiary, że to naprawdę jest sam Bóg. No i chyba wtedy…, kiedy zaraz po przyjęciu Ciała Chrystusa, wysyła się innych do piekła.