Strona główna  /  Warto przeczytać  /  Boże Narodzenie z Janem Pawłem II

Boże Narodzenie z Janem Pawłem II

Książka "Boże Narodzenie z Janem Pawłem II" Św. Jan Paweł II był mieszkańcem Watykanu prawie 27 lat. Jak spędzał tam święta Bożego Narodzenia? Kto mu towarzyszył podczas wieczerzy wigilijnej? Ile potraw było na stole? Którą kolędę papież lubił najbardziej? Opowiada o tym abp. Mieczysław Mokrzycki, drugi sekretarz Jana Pawła II.

Boże Narodzenie Ojca Świętego było tradycyjne, polskie i bardzo rodzinne. Na Wigilię przychodziło dość szerokie grono gości: sekretarze, siostry obsługujące dom, zaprzyjaźnieni biskupi, księża. Przyjeżdżali także bliscy przyjaciele z Krakowa, z tak zwanego środowiska krakowskiego Karola Wojtyły. Papieskie apartamenty były oczywiście świątecznie udekorowane. W sypialni zawsze stały żywe choinki przywożone specjalnie z Zakopanego. Nie brakowało również świątecznej szopki. „Musiała być. Ojciec Święty uwielbiał szopki. Specjalnie dla niego co roku szopkę przygotowywali watykańscy pracownicy. Stała na korytarzu. Była bardzo ładna i oryginalna. Zawsze coś takiego wymyślili, co podobało się Ojcu Świętemu" - zdradza abp. Mieczysław Mokrzycki w książce „Najbardziej lubił wtorki".

Wigilia rozpoczynała się tradycyjnie od czytania fragmentu Pisma Świętego, dzielenia się opłatkiem i składania życzeń. Ale jeszcze wcześniej miał miejsce inny, bardzo symboliczny gest. „Zwykle około godziny 18 Ojciec Święty podchodził do okna i zapalał świecę - tak jak w 1981. Czynił tak potem już każdego roku, aż do śmierci. To był symbol łączności z Polakami. Przed laty - tymi męczonymi stanem wojennym. Potem - już w czasach wolności - tymi wszystkimi, którzy po prostu potrzebowali jego modlitwy, jego wsparcia" - opowiada abp. Mokrzycki.

Jeszcze przed wieczerzą, ale też i po niej, śpiewano kolędy. „W domu Jana Pawła II była to ważna tradycja. Tak było w Krakowie. Tak było w Watykanie. Ojciec Święty bardzo lubił śpiewać, szczególnie kolędy. Śpiewał głośno i widzieliśmy, że to bardzo go cieszyło. Śpiewanie w wigilijny wieczór nie trwało bardzo długo. Pół godziny, może trochę dłużej. Ale Wigilia to był dla nas dopiero początek kolędowania. Do 6 stycznia śpiewaliśmy codziennie. To były takie rodzinne wieczory kolęd. Zapraszaliśmy zawsze dwóch, trzech polskich kapłanów. (...) I po kolacji przez pół godziny, czterdzieści minut śpiewaliśmy kolędy - od Lulajże, Jezuniu, po Bóg się rodzi" - mówi były sekretarz papieża-Polaka. Dodaje, że ulubiona kolęda Jana Pawła II to Oj, Maluśki, Maluśki, gdyż „wszystko, co góralskie, było bliskie jego sercu".

Na stole zawsze stało dwanaście potraw. „Był barszcz, uszka, karp. Były sałatki i oczywiście słodycze. To były zawsze piękne wieczory, wyjątkowe. Siedząc przy stole z Janem Pawłem II - nie tylko w Wigilię, choć wtedy jakoś szczególnie - czuło się obecność Chrystusa. Byli z nami zawsze przyjaciele Ojca Świętego z Krakowa. Ich obecność powodowała, że papież był bardziej pogodny niż zwykle, częściej się uśmiechał. Bo czuł się bardziej swojsko, jeszcze bardziej rodzinnie" - wspomina abp Mokrzycki.

Po Wigilii Jan Paweł II modlił się w prywatnej kaplicy, przygotowując się do Pasterki. A po niej symbolicznie kładł Dzieciątko w szopce przy Bazylice św. Piotra.

Co ciekawe, w domu Jana Pawła II Mikołaj przychodził nie 24 grudnia, ale 6 grudnia. Bardzo to zaskoczyło papieskiego drugiego sekretarza w pierwszym roku jego posługi. Opowiada, że „po kolacji do refektarza wchodził Święty Mikołaj z dzwoneczkiem i z aniołkami. Oczywiście miał worek z prezentami. Na początku była część humorystyczna, artystyczna (...). Święty Mikołaj zawsze coś powiedział na temat Ojca Świętego, na temat sekretarzy, na temat sióstr. Kto był grzeczny, a kto nie. Potem było rozdawanie prezentów. (...) Dostawaliśmy drobne upominki, symboliczne: słodycze, szalik, czasami koszulkę".

Papież dostawał podobne rzeczy: np. słodycze, owoce, szalik, rękawiczki.   

„Dla wszystkich katolików, a dla Polaków zwłaszcza, są to święta bardzo sentymentalne - mówi abp. Mieczysław Mokrzycki. - Zbawiciel przychodzi na świat, przynosi nadzieję i wielką radość. To religijne znaczenie. Ale jest jeszcze tradycja, którą Ojciec Święty pokochał. Choinka, szopka i śpiewanie kolęd. To wszystko napełniało go, jak nas wszystkich, wewnętrznym pokojem".