Strona główna  /  Kronika Federacji  /  Rok 2017  /  Spotkania sodalisów – seniorów w Domu Pielgrzyma Amicus

Spotkania sodalisów – seniorów w Domu Pielgrzyma Amicus

 W spotkaniach sodalisów - seniorów w Domu Pielgrzyma Amicus w Warszawie regularnie bierze udział 99 - letni Pan Stanisław Michnowski, jeden z najbardziej aktywnych sodalisów przedwojennej i powojennej Sodalicji Mariańskiej Akademików, człowiek bardzo doświadczony, mądry, przenikliwie i ogromnie dojrzale patrzący na współczesną rzeczywistość i jej problemy. Jego uwagi, spostrzeżenia i pomysły, które wnosi podczas sodalicyjnych spotkań w Amicusie, są bardzo cenne i inspirujące dla wszystkich uczestników.

W najnowszym Sodalisie Marianusie (3/2017) zamieszczamy wywiad z Panem Stanisławem, udzielony specjalnie dla naszego kwartalnika. Oto fragment tego wywiadu, jako zachęta do lektury całości, już w Sodalisie:

 

Redakcja: - Kiedy i gdzie wstąpił Pan do Sodalicji Mariańskiej? Jaka to była wówczas wspólnota?

Pan Stanisław Michnowski: - Po maturze rozpocząłem studia na Politechnice Warszawskiej. W 1937 r., jako student, zostałem przyjęty na kurs kandydacki, który miał mnie zapoznać z duchowością Sodalicji Mariańskiej oraz jej życiem i celami. (...) W skomplikowanych warunkach rozwoju naszego narodu, przedwojenne Akademickie Sodalicje Mariańskie przyjęły specyficzny polski charakter, nieco odmienny niż w siostrzanych organizacjach w innych krajach świata. Przejawiał się on w nierozerwalnym łączeniu miłości Boga i bliźniego z patriotycznymi obowiązkami względem ojczystego kraju, płynącymi z zachowywania czwartego przykazania dekalogu. Uwidoczniało się to w działaniu księży moderatorów, wyznaczanych dla naszych organizacji przez władze kościelne. Opiekując się nami, koncentrowali się na ożywianiu i pogłębianiu osobistych relacji z Chrystusem i Jego Matką, zachęcając do dążenia do świętości, nie tylko w życiu osobistym, ale i w rodzinnym, zawodowym i we wspólnotach, w których przyjdzie nam działać.

Opiekunem duchowym mojej sodalicji był o. Józef Jarzębowski, marianin, twórca pięknego, sodalicyjnego hymnu Błękitne rozwińmy sztandary.

- Co w tym hymnie najbardziej do Pana przemawia?

- Jego treść koresponduje z cechami ducha polskiego. W słowach tej pieśni brzmi wola ciągłej służby Panu Bogu, gotowość otwartego prowadzenia, pod sztandarami Maryi, walki z siłami zła i potężna nadzieja zwycięstwa. Pieśń Błękitne rozwińmy sztandary była śpiewana w oddziałach wojsk polskich w czasie wojny bolszewickiej, np. przez maszerujących do Ossowa ochotników 26 pułku piechoty, w przeddzień stoczonej tam jednej z decydujących o losach wojny bitew. Nic dziwnego, że dziś śpiewa ten hymn Wojsko Polskie i inne środowiska nawiązujące do dawnych tradycji i aktualnych wyzwań. Pobudzająco brzmią choćby te jego słowa:

Spod znaków Maryi rycerski my huf,

Błogosław nam Chryste na bój,

Stajemy jak ojce, by służyć Ci znów,

My Polska, my naród, lud Twój !

- Jakim człowiekiem był o. Józef Jarzębowski?

- Oddziaływał przykładem głębokiej wiary i żarliwej modlitwy, a przy tym równocześnie gorącego patriotyzmu. Jego różne prelekcje i ciekawe po nich rozmowy miały dużą wagę. Mówił o Maryi, Polsce, historii, patriotyzmie. Podkreślał odpowiedzialność nas wszystkich za losy Polski.

Przedstawiał nasze dzieje i wzory wyłaniających się z nich wielu wspaniałych postaci, których pamięć była w czasach rozbiorów zacierana i zniekształcana. Wspominał, że do sodalicji należało wielu wielkich ludzi, w tym królowie Polski, papieże, wybitni ludzie kultury i sztuki.

Ale, oprócz o. Jarzębowskiego, warto wymienić również innych wychowawców: np. o. Władysława Lewandowicza, także marianina, o. Jacka Woronieckiego, dominikanina, oraz ks. Edwarda Detkensa, który był rektorem kościoła akademickiego św. Anny w Warszawie. Dawali oni przykład głębokiej wiary, kochali młodzież, nie szczędząc dla nas czasu i sił.

- Jak wyglądało życie sodalicyjne w Warszawie tuż przed wybuchem wojny?

- Przede wszystkim spotykaliśmy się na wspólnotowych Mszach św., które były odprawiane w kościele akademickim św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu oraz w położonym nieopodal kościele pokarmelickim. Po niedzielnej Mszy św., w tzw. Dziekance organizowane były spotkania przy herbacie, kawie, czasami śniadaniu. Zapraszano przeróżnych gości, którzy wygłaszali prelekcje na tematy religijne i historyczno - patriotyczne.

Potem miała miejsce dyskusja.

Regularnie odbywały się również dni skupienia i rekolekcje zamknięte, m.in. w Laskach koło Warszawy. Bliską obecność Boga odczuwaliśmy też na różnych nabożeństwach wieczornych, na adoracjach eucharystycznych, nabożeństwach majowych, różańcowych lub Gorzkich Żalach, odprawianych w małym kościółku im. Dzieciątka Jezus przy ul. Moniuszki 10 (dziś już on nie istnieje). Pięknie były śpiewane wówczas litanie i religijne pieśni polskie oraz eucharystyczne hymny, te ostatnie często po łacinie.

Dzięki temu wszystkiemu mieliśmy narzędzia, aby spojrzeć na nasze życie maksymalnie szeroko, w perspektywie wieczności i powołania, jakie daje nam Bóg. Dostawaliśmy konieczną formację, aby potem sprostać różnym wyzwaniom, których było wiele. Polsce brakowało elit, bo elity poginęły, więc jednym z zadań Sodalicji było formowanie nas na ludzi, którzy potem będą kształtować i animować życie polskiej inteligencji.

Te spotkania sodalicyjne były niezwykle ważne, zarówno w dużej grupie, jak i potem w mniejszych grupkach, przy uczelni czy parafii. Tworzyliśmy wspólnotę, wiedzieliśmy, że nie jesteśmy sami i możemy na siebie liczyć.

Dziś są maile, komórki - to ważne i cenne rzeczy, ale one nie zastąpią kontaktu osobistego, warto o tym pamiętać. Obecnie funkcjonują wielkie duszpasterstwa akademickie, ale nie wolno zapominać o konieczności pracy formacyjnej z małymi grupkami.

- Czy ówczesna sodalicja posiadała konkretny program formacyjny?

- Oczywiście. Przede wszystkim była zalecana codzienna Msza św. i regularna spowiedź. W życiu wewnętrznym podkreślano konieczność dążenia do świętości w każdym stanie, zwłaszcza do świętości życia w rodzinie.

Przypominano potrzebę zachowywania w niej rodzimych tradycji. Rodzina polska w czasie niewoli potrafiła nie tylko wytrzymać napór germanizacji i rusyfikacji, ale również rozwijać ducha polskości w tradycjach i obyczajach. Aby mogła sprostać nowym zadaniom, wymagała szczególnej troski. Nieprzypadkowo nasz starszy kolega, studiujący medycynę, Włodzimierz Okoński, napisał książkę pod tytułem „Światła tajemnic.

Rozmowy dogmatyczne" o pięknie czystości przedmałżeńskiej i uczuć młodzieńczej miłości. Książka ta, ściśle związana z tematyką rodzinną, cieszyła się wśród nas popularnością.

Oddziaływanie tworzącego się wtedy katolickiego środowiska musiało być duże, skoro na lekturę wybrałem sobie Summę Teologiczną św. Tomasza z Akwinu w tłumaczeniu polskim. Pamiętam, że pierwszy jej rozdział był poświęcony Bogu przed stworzeniem świata materialnego, sprawom powołanych do istnienia aniołów, buntu ich części i do dziś trwającej walki ze złem. Treść dotyczyła głębokich problemów nie tylko wtedy przeżywanych czasów. (...)