Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. Kontynuacja cyklu

Kardynał Wyszyński Jak już wspominaliśmy, Stefan Wyszyński w czasach seminaryjnych ciężko zachorował. Okazało się, że było to poważne zapalenie płuc. Stan zdrowia nie pozwolił mu przyjąć święceń kapłańskich w wyznaczonym wcześniej terminie, wraz ze swoim rocznikiem. Miał świadomość, że sytuacja jest poważna i tak naprawdę wszystko się może zdarzyć. Bardzo pragnął odprawić chociaż jedną Mszę św. Pragnienie kapłaństwa było u niego niezwykle silne, uważał je za największą wartość. „Nigdy nie zdradziłem Boga, Kościoła ani kapłaństwa, które uważam za największą wartość" - powiedział tuż przed śmiercią.

Jego posługa kapłańska, biskupia, prymasowska, naznaczona była wieloma cierpieniami, stresem, problemami, wyczerpującymi obowiązkami. Był więziony w ogromnie ciężkich warunkach, szczególnie w Stoczku. To wszystko mocno odbiło się na zdrowiu Prymasa. Potem doszły jeszcze inne ciężkie choroby, operacje. Bardzo poważny kryzys zdrowotny miał miejsce w 1977 roku. Lekarze zdiagnozowali u kard. Wyszyńskiego kamienie żółciowe i zdecydowali o przeprowadzeniu operacji, która odbyła się 22 lutego 1977 r.

Początkowo wydawało się, że po operacji Prymas wraca do zdrowia, ale po kilku miesiącach stan zdrowia Prymasa gwałtowanie się pogorszył, jego współpracownicy obawiali się najgorszego. Na Jasnej Górze modlono się za niego dniem i nocą. Po pewnym czasie kard. Wyszyński zaczął odzyskiwać siły i wyszedł ze szpitala. Pojechał na Jasną Górę, aby podziękować Bogu i Maryi za uzdrowienie. „Ja byłem gotów, ale Matka Boża sprawiła, żebym tu jeszcze pobył. Jestem do dyspozycji" - powiedział wtedy.

„To doświadczenie balansowania na krawędzi życia i śmierci mocno odcisnęło się na świadomości Prymasa. Powoli zaczął się mierzyć z faktem, że jego czas nieuchronnie się wypełnia. Po powrocie na Miodową spotkał się z każdym ze współpracowników, żeby ustalić, kto i co ma robić w razie jego śmierci" - wspomina w książce Prymas Tysiąclecia nieznany ks. Bronisław Piasecki, ostatni kapelan kard. Wyszyńskiego.

Właściwie od początku 1980 roku stan zdrowotny Prymasa cały czas się pogarszał. W tym czasie Jan Paweł II zapowiedział na 7 czerwca 1981 r. uroczystość oddania świata Matce Kościoła. „Myślę, że w tej radości nie będę mógł wziąć udziału, gdyż radości nie są przeznaczone dla mnie" - powiedział wtedy kard. Wyszyński.

W marcu 1981 roku nastąpił kolejny poważny kryzys zdrowotny. 1 kwietnia tomografia wykazała zmiany w jamie brzusznej, stwierdzono obecność płynu. „Rozpoczyna się via dolorosa (droga cierpienia - przyp. red.). Dzień dla mnie doniosły, wydaje mi się, że jest to initium finis (początek końca - przyp. red.)". Następnie, od 4 kwietnia Prymas zaznaczał w dzienniku kolejne dni, zaczynając od słowa Aegrotus (chory - przyp. red.) i dodając cyfrę oznaczającą, który to dzień jego choroby.

13 kwietnia lekarze zdiagnozowali obecność w jamie brzusznej Prymasa komórek nowotworu złośliwego o najwyższej aktywności.

30 kwietnia kard. Wyszyński po raz ostatni samodzielnie odprawił Mszę św. Kosztowało go to dużo wysiłku i bólu. Po liturgii napisał: Pulvis sum ego (Prochem jestem - przyp. red.). „Słabość fizyczna była już tak głęboka, że nawet radość odprawienia Mszy świętej nie rekompensowała bólu i zmęczenia" - wspomina ks. Piasecki i cytuje trzy kolejne łacińskie zdania, które Prymas zapisał w tamtych dniach: Quia pulvis sum (Ponieważ prochem jestem - przyp. red.), Percussisti me a summis usque ad imma (Uderzyłeś mnie od szczytu aż do głębi - przyp. red.), Homo pulvis et stercora (Człowiek prochem i niczym - przyp. red.).

„Dziewiątego maja przychodzi nowy kryzys - relacjonuje dalej ks. Piasecki. - Choroba uderza falami, z coraz większą częstotliwością i intensywnością; występują niepokojące objawy zburzenia pracy serca. Tego dnia Kościół warszawski czci Matkę Bożą Łaskawą, patronkę Stolicy. Prymas wspomina koronację tego obrazu znajdującego się w kościele Ojców Jezuitów na Starym Mieście, gdzie każdego roku odprawiał Mszę świętą i wygłaszał homilię, ale «dzisiaj Matka Boża nie przyjęła mojej posługi. Co więcej, miałem dzień tak ciężki, pełen dokuczliwości» (...). A cały wpis kończą słowa: «Twój niewolnik przyjął wszystko»".

12 maja przypada rocznica konsekracji biskupiej Prymasa. Notuje: „35-ta rocznica mojej konsekracji na Jasnej Górze. O 9.30 koncelebrowałem z księdzem Bronkiem. Było ciężko. Ale chciałem zrobić radość moim siostrom Stanisławie i Janinie, które przyjechały".

Dzień później następuje zamach na Jana Pawła II. Papież jest ciężko ranny. W tym momencie, dwaj wielcy ludzie Kościoła w Polsce, jego najważniejsi i posiadający największy autorytet Pasterze, są właściwie umierający i w każdej chwili Polska może ich stracić. - „Zawsze się tego bałem" - powiedział Prymas na wiadomość o zamachu na Jana Pawła II.

W Polsce wierni nieustannie modlili się o zdrowie swoich ciężko chorych Pasterzy. Jednak kard. Wyszyński ogłosił apel: „Proszę was, aby te heroiczne modlitwy, które zanosiliście w mojej intencji..., żebyście to wszystko skierowali wraz ze mną ku Matce Chrystusowej o zdrowie i siły dla Ojca Świętego".

22 maja Prymas wygłosił ostanie przemówienie do Komisji Głównej Episkopatu Polski. Tam również nawiązał do chorego papieża: „Ojciec Święty! Nie potrzebuję mówić o naszych do niego uczuciach i o tej dziwnej synchronizacji naszego życia, zwłaszcza w ostatnich latach, aż do tego momentu. Ta synchronizacja mnie osobiście zobowiązuje mocno wobec Ojca Świętego, i ja to zobowiązanie przyjmuję świadomie, z pełnym zrozumieniem i uległością.

O sobie nic nie mówię, bo wiem, że Matka Boża może zrobić wszystko, ale ja jestem Jej niewolnikiem i zawierzyłem Jej na wszystkie strony. Żadnych próśb w mojej intencji nie zanoszę do Matki Najświętszej, bo wiem, że to Jej sprawa i sprawa fantastycznej wiary i heroicznej modlitwy, która idzie przez wasze serca i powierzonego wam ludu. Waszą żywą wiarę zawsze podziwiałem i waszą gorliwość apostolską, której nie zawsze mogłem sprostać.

Same uczucia wdzięczności. Do nikogo - najmniejszego żalu. Na nikim - najmniejszego zawodu. Wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zbiera z sobą żadnego zastrzeżenia w stosunku do żadnego z biskupów, do kapłanów i do ludu Bożego. Wszystkie nadzieje, to Matka Najświętsza. I jeżeli jaki program - to Ona".