Strona główna  /  Beatyfikacja Kardynała Stefana Wyszyńskiego  /  Rok 2020  /  Kardynał Wyszyński prywatnie

Kardynał Wyszyński prywatnie

 W poprzednim serwisie zakończyliśmy cykl prezentujący życie i nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego. A teraz niespodzianka: proponujemy spojrzenie na Prymasa Tysiąclecia trochę od innej strony. Ci, którzy znają go jedynie z wystąpień publicznych, mogą pomyśleć, że był człowiekiem surowym, niedostępnym, bez poczucia humoru. Tymczasem prywatnie kard. Wyszyński lubił pożartować, był delikatny, wrażliwy, nawiązywał z ludźmi bliski, serdeczny kontakt. Udowodnimy to, prezentując wybrane, krótkie, zabawne, a także pouczające epizody z jego życia, a także niektóre, w dobrym guście, dowcipy na jego temat. Będą to, można powiedzieć, „kwiatki kard. Wyszyńskiego".

1. Kard. Stefan Wyszyński i Władysław Gomułka, zachowując wszelkie proporcje, byli niezwykle silnymi osobowościami. Każdy na swój sposób odcisnął silne piętno na Polsce lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. O Gomułce dowcipów nie brakowało. Ale w jednym z nich, obok szefa PZPR, pojawił się również Prymas Tysiąclecia. Otóż w latach 60. pewna turystka zgubiła się w górach i nie mogła odnaleźć właściwej drogi. Nagle zobaczyła w oddali pasterza owiec. - Pasterzu, pasterzu - woła do niego. On nie reaguje. - Pasterzu, pasterzu - woła turystka jeszcze głośniej. W końcu góral mówi: - W Polsce, paniusiu, jest tylko dwóch pasterzy: kardynał Wyszyński i sekretarz Gomułka. Pierwszy jest od owieczek, drugi od baranów. A ja jestem baca.

Źródło: Ewa Czaczkowska, „Kardynał Wyszyński", Warszawa 2009

2. W czerwcu 1957 r. kard. Wyszyński wracał z Rzymu do Polski. Postanowił zatrzymać się w Wenecji, gdzie przyjął go patriarcha tego miasta kard. Angelo Roncalli, późniejszy papież Jan XXIII. Obaj kardynałowie bardzo się lubili i szanowali. Patriarcha Wenecji postanowił pokazać swojemu polskiemu gościowi to niezwykłe miasto i zaprosił go na przejażdżkę gondolą. Anegdota mówi, że zwiedzanie miasta z łodzi przedłużało się i Prymas zaniepokoił się, czy zdąży na pociąg. Na to Roncalli wskazał jednego z mężczyzn siedzących razem z nimi w gondoli i powiedział: - To naczelnik dworca kolejowego. Bez niego pociąg nie odjedzie.

Źródło: Ewa Czaczkowska, „Kardynał Wyszyński", Warszawa 2009

 

3. Znany polski biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski pod koniec lat 70. studiował na rzymskim Biblicum. Uczelnia zaproponowała mu atrakcyjne stypendium na specjalistyczne, dwusemestralne studia w Jerozolimie, ale zapewniła tylko połowę pieniędzy za pobyt. Drugą połowę młody student musiał pokryć z własnych środków. Ks. Chrostowski nie miał takiej, dość dużej sumy i nie wiedział, skąd ją zdobyć, a bardzo mu zależało na tym wyjeździe. Wtedy właśnie do Rzymu przyjechał kard. Wyszyński i jak zwykle zatrzymał się w Instytucie Polskim, gdzie mieszkali studiujący w Wiecznym Mieście polscy księża-studenci, w tym ks. Waldemar. Pewnego dnia zmartwiony ks. Chrostowski spotkał na korytarzu Prymasa.

- Coś taki markotny - zapytał go kardynał. - Bo mam kłopot. Mam połowę pieniędzy na stypendium do Jerozolimy, ale drugiej połowy nie mam - odpowiedział ks. Chrostowski. Na to Prymas: - Ciesz się, że masz połowę, bo inni i tego nie mają.

W tym momencie podszedł do nich rektor Instytutu ks. Mączyński. Zapytał, o czym rozmawiają. - O tym, że temu studentowi brakuje połowy pieniędzy na stypendium w Jerozolimie - poinformował Prymas. - Aha, brakuje, no tak, no tak, właściwie to każdemu czegoś brakuje. Każdemu, bo każdy coś potrzebuje, a to coś to stale pieniądze - powiedział ks. Mączyński. Na to kard. Wyszyński stwierdził: - Widzisz, na pewno Ksiądz Rektor da ci tę połowę, na pewno da. Nie martw się, zobaczysz, że rektor zaraz pójdzie do swego pokoju i ci przyniesie.

I tak się stało. Rektor poszedł do swojego pokoju i przyniósł kopertę z pieniędzmi, którą wręczył ks. Chrostowskiemu. - Widzisz, jaki rektor jest dobry? Podziękuj Księdzu Rektorowi - powiedział Prymas.

Źródło: „Bóg, Biblia, Mesjasz" - Z księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim rozmawiają Grzegorz Górny i Rafał Tichy, Warszawa 2015

 

4. Jak wyglądały posiłki Prymasa Wyszyńskiego? Opowiada o tym jego kapelan ks. Bronisław Piasecki: „Podczas obiadu, jak zresztą podczas innych posiłków, obowiązywała zasada, że nie rozmawiamy o sprawach służbowych. Przy stole panowała swobodna atmosfera, nawet żartobliwa. Prymas chciał się na moment oderwać od przedpołudniowych rozmów i tematów. Poza tym nie prowadził życia towarzyskiego. Ani sam do nikogo nie wpadał na herbatkę, ani nikogo nie zapraszał. Nie było żadnych przyjęć. Nawet przy okazji takich wydarzeń jak pięćdziesięciolecie jego kapłaństwa siostry zaserwowały gościom zwykły obiad, tylko z przystawką i deserem. Pod tym względem Prymas był bardzo ascetyczny. Pilnował skromności posiłku, jadł niewiele. Kiedy wyjeżdżał do rożnych parafii i diecezji, oczywiście każdy gospodarz chciał go podjąć jak najgodniej, ale Kardynał zachowywał do tych wszystkich obfitości wyraźny dystans. Kiedy był biskupem w Lublinie i wizytował parafie, gospodynie starały się dowiedzieć, jakim daniem mogłyby sprawić mu szczególną przyjemność. Raz nieopatrznie powiedział, że lubi placki ziemniaczane. Odtąd niemal za każdym razem podejmowano biskupa... plackami. Nie wiadomo, czym by się to skończyło - na szczęście został przeniesiony na stolicę prymasowską do Gniezna i Warszawy...

W ostatnich latach jadł wręcz mało. I to wcale nie wynikło z kłopotów zdrowotnych czy zaleceń lekarzy. To właśnie była asceza, uzewnętrzniona duchowość. Wszystko, co było na stole, chętnie dzielił między domowników i gości, na przykład kroił torty, które - zwłaszcza w Wielkopolsce - podawano często, i to... na początku obiadu".

Źródło: Ks. Bronisław Piasecki, Marek Zając, „Prymas Tysiąclecia nieznany", Kraków 2019

 

5. Ks. Bronisław Piasecki podkreśla, że kard. Wyszyński okazywał szczególną życzliwość i zainteresowanie tym kapłanom, którzy budowali nowe świątynie. Rozumiał bowiem, że muszą oni wykonywać podwójną pracę: duszpasterską, a jednocześnie troszczyć się o budowę. „Przypominam sobie - opowiada kapelan Prymasa - jak jeden z takich budowniczych przyszedł na Miodową. Była już dziesiąta wieczorem, a ksiądz poprosił o rozmowę z Kardynałem. Miał odwagę, bo wiedział, że do Prymasa można z każdą ważną sprawą przyjść i być wysłuchanym. Ksiądz mówi: «Proszę Księdza Prymasa, cegły przywieźli... Dwa wagony trzeba natychmiast rozładować, bo strasznie wysokie osiowe płaci się za przestój. Ludzi mam gotowych i samochody już są, tylko trzeba zapłacić za materiał i za osiowe». «A ile ci trzeba?» - spytał Prymas. Ksiądz wymienił kwotę. Prymas dał mu od ręki całą sumę. Na koniec, żeby ksiądz nadal mógł liczyć na wsparcie z budżetu archidiecezji, żartobliwie dodał: «Tylko nie mów w kurii, żeś już dostał».

Jeszcze inna historia, było to na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej: ksiądz budował kościół. Gdy brakło pieniędzy pomyślał tak: zaproszę Prymasa na odpust, ludzie się zejdą i zostawią trochę grosza... Przyszedł do Prymasa i powiedział prosto z mostu, o co chodzi. Kardynał przyjechał na odpust, nawet z pewnym wyprzedzeniem. A tu nagle zerwała się burza. Deszcz lał jak z cebra, a proboszcz nie mógł opanować zdenerwowania, że nic z jego planów nie wyjdzie. Prymas obserwował księdza, aż wreszcie zapytał: «Ile się spodziewałeś zebrać?». Proboszcz wymienił sumę. Prymas bez słowa wyjął pieniądze i wręczył księdzu. Stan emocjonalny proboszcza wyraźnie się poprawił... Na dodatek po półgodzinie burza minęła, niebo się rozpogodziło, wyszło słońce i ludzie tłumnie przyszli na odpust. Proboszcz miał rozterkę, czy w takim razie zwrócić ofiarowaną sumę. Prymas się uśmiechnął: «Niech już tak zostanie...»".

Źródło: Ks. Bronisław Piasecki, Marek Zając, „Prymas Tysiąclecia nieznany", Kraków 2019

 

6. Kard. Wyszyński interesował się życiem zwykłych ludzi, miał dla nich czas, pomagał im. „Kiedyś zatrzymał samochód przy przystanku - pisze Ewa Czaczkowska - na którym zauważył kobietę z białą laską. Zabrał niewidomą do samochodu. Sam wysiadł przy ulicy Miodowej, a kierowcy kazał zawieźć kobietę do domu. Takich przykładów zwykłej ludzkiej dobroci, życzliwości, zainteresowania problemami bliźniego jest wiele. Wracając z Choszczówki, postanowił porozmawiać z ludźmi stojącymi w kolejce po mięso. Uprzedził, że nie ma zamiaru niczego kupować, a potem wdał się w rozmowę z ludźmi stojącymi po kilka godzin, żeby kupić jakiś ochłap".

 Źródło: Ewa Czaczkowska, „Kardynał Wyszyński", Warszawa 2009